piątek, 25 lipca 2014

Rozdział 01:Bukiet białych róż

   Promienie słoneczne przedzierające się przez zasłony delikatnie muskały twarz 22-latki. Szatynka słysząc melodię wydobywającą się z jej telefonu oznaczającą, że czas wstawać, przeciągnęła się. Powoli otworzyła oczy, a następnie je przetarła. Leżała jeszcze kilka minut po czym leniwie wstała z łóżka. Wzięła ubrania z garderoby oraz bieliznę i udała się do łazienki. Tam się przebrała w krótkie dżinsowe spodenki z wysokim stanem, białą bluzkę z napisem "#summer", a na to dżinsową kurtkę z podwijanymi rękawami. Piżamę położyła na jednej z półek znajdującej się tam szafy. Chwyciła do ręki tusz do rzęs i powolnymi ruchami upiększała swoje rzęsy. Użyła również eye-linera i delikatnego czarnego cienia do powiek. Zadowolona z efektu swojego wyglądu, wyszła z łazienki i zeszła na dół, by zjeść śniadanie. Pojedzona, chwyciła brązową torebkę z ozdobnymi ćwiekami i wyszła z domu. Zakluczyła go i spacerkiem szła do pracy. Gdy jest ładna pogoda Violetta wychodzi 30 minut wcześniej z domu i idzie pieszo przez park, który tak bardzo lubi.
    Tego dnia w restauracji był duży tłok. Dziesiątki ludzi to wchodziły to wychodziły. A Violetta tylko latała to od stolika to do kuchni, by poinformować o zamówieniu, to do kolejnego stolika i tak w kółko. Dopiero około godziny 16 się to trochę uspokoiło. Wiele dorosłych ludzi już wyszło. Głównie dlatego, że restauracja jest kilka metrów od wysokiego wieżowca w,którym jest dużo różnej kategorii firm.
    Szatynka właśnie siedziała wraz ze swoją przyjaciółką Ludmiłą na zapleczu. Miały przerwę.
- To jak - zaczęła szatynka - znalazłaś już tego swojego księcia z bajki ? - zaśmiały się.
- Jeszcze nie, ale dobrze wiesz, kogo mam na oku - uśmiechnęła się promiennie. - A jak u Ciebie ? Znalazłaś sobie wreszcie kogoś ?
- Ehh ... Dobrze wiesz, jakie mam zdanie na temat "miłości". - pokazała cudzysłów. - To nie dla mnie. Wiesz jak było ostatnio. Dlatego właśnie nienawidzę białych róż ...

Zadzwonił około 14 i poprosił o spotkanie. Mówił, że dla niego to bardzo ważne. Byliśmy ze sobą 2 lata. Może chce zrobić kolejny krok, dlatego jest to dla niego takie ważne, pomyślałam. Zgodziłam się od razu jak o tym pomyślałam. Powiedział, żebyśmy spotkali się u mnie. Około godziny 18 usłyszałam dzwonek. Pobiegłam do drzwi. Otworzyłam i ujrzałam Diego. Ubrany w lekko obcisłe czarne spodnie, biały podkoszulek i skórzaną kurtkę. Taki właśnie był jego styl. Miał lekko po żelowane włosy, a w ręku trzymał bukiet białych róż. Zdziwiłam się na widok takie koloru, nigdy mi takich nie dawał.
Usiedliśmy na kanapie w salonie. Do lampek nalałam wino, a na małym stoliku stojącym przed kanapą ustawiłam świeczkę. Światło było zgaszone. Świeciła się tylko świeczka i wysoka lampa stojąca w kącie, co nadawało pomieszczeniu romantyczny nastrój. Na kanapie siedzieliśmy bokiem, aby móc spojrzeć sobie w oczy. Z jego oczu nic nie mogłam wyczytać. Nie mogłam zauważyć tej miłości, której jeszcze jakiś czas temu widziałam nadmiar. 
- Violetto ... - przerwał, jakby zastanawiał się na tym co chce powiedzieć - Ja ... trudno mi o tym mówi ... 
- Po prostu powiedz co czujesz. - uśmiechnęłam się do niego. 
- Jja ...  jja z Tobą zrywam. - powiedział ledwo słyszalnie. Jednak ja to słyszałam. W mojej głowie te słowa odbijały się niczym echo. Popatrzyłam na niego. Widać było po nim ulgę. Zaraz moment ! Ulgę ?! Widocznie męczył się ze mną od dłuższego czasu, a ja głupia zakochana w nim nawet tego nie zauważyłam... Spojrzałam na białe róże. Już wiadomo dlaczego białe,a nie czerwone ... 
- Wyjdź ... - szepnęłam po chwili. Po policzku spływało coraz więcej łez. - Wyjdź ... ! - zebrałam się w sobie i krzyknęłam. - Wyjdź nie chce Cię więcej widzieć ! - zaczęłam krzyczeć. Podeszłam do wazonu w , którym stały owe kwiaty, zamachnęłam się i z całej siły w niego rzuciłam. Na moje szczęście jedna z róż miała ostrzejsze kolce od innych i lekko rozcięła jego policzek. Ten podniósł je z podłogi wyszedł bez słowa. Byłam załamana. Poszłam do łazienki. Wyciągnęłam opakowanie żyletek i różne tabletki, bo co teraz innego mogłam ze sobą zrobić? Siedzieć na kanapie, wpatrując się w jego zdjęcie i pytać samej siebie co zrobiłam źle ? To on teraz powinien żałować ... 
Usiadłam pod wanną i zrobiłam jedną kreskę na moim nadgarstku. Nawet nie bolało. Może tylko wtedy kiedy moje słone łzy czasem spadły na ranę. Łyknęłam kilka tabletek. Potem kolejna krecha. Znowu tabletki. A potem ... ciemność. 
Obudziłam się w białej sali. Na krześle obok łóżka na którym leżałam siedział Fede. 

- Violetta ! Violetta ! - moja przyjaciółka zaczęła pstrykać palcami przed moją twarzą, a ja uświadomiłam sobie, że przed chwilą wspomniałam najgorszy moment mojego życia. A miałam zapomnieć. Po moim poliku spłynęła pojedyncza łza. Nie więcej, bo na więcej nie pozwoliłam. - Violetta ? Wszystko w porządku ? - zapytała troskliwie.
Ja tylko lekko pokiwałam przecząco głową. Ona już się domyślała. Bez słowa przytuliła mnie.
- Dziewczyny koniec przerwy - oznajmił barman wchodzący na zaplecze. Powoli wstałam z kanapy na, której siedziałam. Ludmiła uczyniła to samo.
I znów to samo. Przyjąć zamówienie, podać zamówienie. Stałam za ladą przy, której można było zamówić drinki. Rozmawiałam z moim dobrym przyjacielem z pracy - Marco. Staliśmy i się śmialiśmy. Jednak w momencie gdy do pomieszczenia wszedł chłopak, który trzymał białe różę i jednocześnie trzymał dziewczynę za rękę znowu to wspomnie przeszło mi przed oczami. Tym razem nie płakałam. Nie. Choć raz się powstrzymałam.
Do końca mojej zmiany zostało nie całe 40 minut. Na reszcie stąd pójdę. Pójdę do domu. Tam zatopię swoje smutki w winie. Zawsze pomagało, pomoże i tym razem. Mam nadzieję ...
Cały czas teraz chodzę nieobecna. Już nie chodzę taka uśmiechnięta jak przed południem. Jedno głupie wspomnienie, a ja już się załamuję. Nie ! Muszę być silna. Muszę. Zrobię to dla siebie. Nie dla kogoś tylko po prostu dla siebie. Muszę się raz na zawsze pozbierać. Zamknąć gdzieś to wspomnienie i wyrzucić klucz. Tylko pytanie czy mi się to uda. Ehh ... do końca mojej zmiany jeszcze dobre pół godziny, pomyślałam patrząc na zegar. I nie potrzebnie się tam patrzyłam. Dlaczego ? Zderzyłam się z kimś. A na dodatek upadłam na podłogę. Wysoki szatyn o szmaragdowych oczach miał nieco więcej równowagi niż ja, dzięki czemu nie upadł. Chłopak wyciągnął rękę ku mnie,a by pomóc mi wstać. Nie pewnie ją chwyciłam, a on podciągnął mnie i już po paru sekundach stabilnie stałam.
- Przepraszam .. - powiedziałam patrząc na niego. Wiem, jakie skutki przyniesie moja nieuwaga. Zacznie się ze mną kłócić, krzyczeć,a na koniec pójdzie do szefa i dostane opieprz. Jak każdy, który zderzy się z klientem. Już się do tego przyzwyczaiłam. Tylko, że teraz zdziwiło mnie to, że chłopak pomógł mi wstać. Na prawdę coś ! Przeważnie po takim upadku jestem gdzieniegdzie poobijana od spotkania z podłogą i ciężko mi wtedy wstać.
- Nie ma za co. - uśmiechnął się promiennie. Zaraz, zaraz ! Nie zaczął krzyczeć. Nie zrobił awantury. Dzisiaj jakiś Dzień Dobroci dla Zwierząt czy co ?
- Nic Ci nie jest ? - no nie mogę. Nie dość, że mnie nie obwinia to jeszcze pyta czy mi nic nie jest. Yhym ! Kto by pomyślał.
- Nie ... Raczej nie. - powiedziałam trochę pewniej. - Na prawdę przepraszam. Zapatrzyłam się .. - specjalnie patrzyłam po ścianach, by uniknąć spotkania naszych spojrzeń. Wiem, że on cały czas się na mnie patrzył. Czułam to.
- Na prawdę nie musisz przepraszać. To chyba ja powinienem przeprosić. Też mógłbym trochę uważać. - powiedział co mnie kompletnie zamurowało. Nie chciałam drążyć dalej jakże tej ciekawej konwersacji, więc postanowiłam ją zakończyć.
- Przepraszam, muszę wracać do pracy. - uśmiechnęłam się blado i odeszłam.
Ponownie stanęłam przy stoisku z drinkami obok mojego przyjaciela. Zaczęliśmy obgadywać wszystkich klientów. Nie no my to po prostu uwielbiamy ! Każdego po kolei. A na końcu nasz wzrok skupił się na ostatnim stoliku. Siedział przy nim On. Chłopak z którym się zderzyłam. Postanowiłam opowiedzieć Marco całą historię. Kiedy skończyłam ten wybuchł śmiechem.
- Przestań ! Ludzie się patrzą. - z wielkim uśmiechem na ustach szturchnęłam go łokciem w brzuch.
Do budynku weszła jakaś dziewczyna. Marco zaczął ją obgadywać już gdy stała na progu restauracji. Podeszła do stolika Tego chłopaka i pocałowało go w usta na powitanie. Ah tak ! Jestem kelnerką. Muszę iść przyjąć zamówienie, choć wolałabym zostać z moim przyjacielem i jeszcze po obgadywać co niektórych. Podeszłam do stolika.
- Dzień dobry. Co podać ? - uśmiechnęłam się lekko.
- Poprosimy dwa razy Latte Macchiato oraz dwa kawałki szarlotki z lodami. -odezwał się szatyn i również się do mnie uśmiechnął.
Szybkim krokiem odeszłam od stolika i udałam się do kuchni. Oddałam zamówienie kucharzowi. Usłyszałam charakterystyczny dźwięk zegara oznaczający pełną godzinę. Nareszcie ! Mogę wreszcie iść do domu. Przebrałam się w swoje ciuchy. Złapałam torebkę pożegnałam się z Lu i wyszłam z kuchni. Podeszłam jeszcze do Marco, ucałowałam go w policzek.
- Lecę, do zobaczenia jutro. - powiedziałam.
- Do zobaczenia Violu. - uśmiechnął się.

   Gdy wróciłam do domu byłam padnięta. Wzięłam szybki prysznic i poszłam do kuchni w celu zjedzenia kolacji. Gofry będą idealne. Po skończeniu przygotowywania posiłku wzięłam go razem ze sobą i udałam się do salonu. Włączyłam telewizor. Właśnie leciał film, który miałam zamiar oglądnąć. Trzy metry nad niebem. Około godziny 21 poszłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku i włączyłam laptopa. Ludmiła była dostępna na Skypie. Zadzwonię, pomyślałam. I tak też zrobiłam. Opowiedziałam o tym co mi się dzisiaj przydarzyło. Rozmawiałyśmy do 2 w nocy. I w końcu uznałyśmy, że czas spać. Odłożyłam laptopa i po chwili usnęłam.



~*~

Jest i pierwszy rozdział !;3 Dziękuję Madzi ♥ Wena mi nie doskwierała, ale dzięki niej w końcu przyszła !;) 
Proszę o szczere opinie ^^  Zapraszam was do komentowania ♥
Kocham was ;* I dziękuję za 2 komy pod prologiem ;) 
Suzy ♥

2 komentarze: