Violetta
Sama nie wiem dlaczego dałam się na mówić Ludmile na zakupy. Nie mam ani trochę humoru. Ale teraz już jest za późno. Między innymi dlatego, że już czekam na nią pod Centrum Handlowym.
- Violetta ! - usłyszałam głos swojej przyjaciółki.
- Lu ! Nareszcie! Ile można czekać ?
- Ehh... musiałam po drodze wpaść do rodziców. Uparli się. Ale to mało ważne. Co u Ciebie ? - uśmiechnęła się.
- Po staremu .. A u Ciebie ? - zapytałam.
- W sumie ... to też. - uśmiechnęła się jeszcze szerzej jak to było w jej zwyczaju.
Po parogodzinnej wycieczce po sklepach byłyśmy padnięte, a na dodatek całe obładowane torbami. W końcu trzeba było zrobić zakupy zanim zamieszkamy w Akademiku. Już nie możemy doczekać się tych imprez !
Pomimo, że chodziłyśmy już tyle czasu to zostało nam jeszcze jedno piętro. Ale zanim na nie wyjedziemy postanowiłyśmy iść na kawę.
- Poprosimy dwa razy białą kawę. - powiedziała Lu do kelnerki, która podeszła do stolika przy, którym już siedziałyśmy.
Pogadałyśmy, wypiłyśmy kawę i po odpoczynku postanowiłyśmy iść dalej. Właśnie wyjeżdżamy ruchomymi schodami na ostatnie piętro.
- Te wakacje zleciały stanowczo za szybko. - zauważam.
- No dokładnie ! Wierzysz, już za 2 dni będziemy z powrotem Studentkami ? Ciężko uwierzyć, a przynajmniej mi ..
- Ehh.. nie tylko Tobie. - dojechałyśmy. Idziemy w stronę sklepu "House". Usłyszałyśmy jakiś dźwięk.
- To Twój ? - pyta Lu wskazując na wystający telefon z mojej torebki. Wciągam telefon. "Nowa wiadomość".
- Od Marco. Pyta czy nie poszłybyśmy dzisiaj do kina i mówi, żebym wyciągnęła ze sobą też Fede. Co myślisz ?
- Pewnie, że tak ! Zwłaszcza dlatego, że wyciągniesz jeszcze Federico. - uśmiechnęła się szeroko. No tak. Przecież ona jest w nim zakochana. On w niej też. Ale obydwoje boją się to powiedzieć. Bam ! Poczułam silne uderzenie w moje lewe ramię. I znowu upadłam. Dokładnie tak samo jak tydzień temu w restauracji. Powoli z pomocą Ludmiły wstałam. Popatrzyłam na osobę z, którą się zderzyłam i ... zamarłam. To ten sam chłopak co ostatnio.
- Przepraszam. Nic Ci nie jest ? - zapytał patrząc cały czas w moje oczy. Odebrało mi mowę. To jakieś żarty czy co ?
- Nie, wszystko w porządku. Ja też przepraszam. Zapatrzyłam się, znowu ... - ten się tylko uśmiechnął pokazując urocze dołeczki, i poszedł.
- Znowu ? - zapytała marszcząc brwi Lu.
- To był ten sam chłopak co ostatnio. Mówiłam Ci przecież jak to się zderzyłam z klientem, tak ? - pokiwała twierdząco głową. - To to był ten sam chłopak.
- Całkiem przystojny. - powiedziała blondynka, kiedy ja odpisywałam Marco na SMS-a. Postanowiłam odpuścić i po prostu milczałam.
Do domu wróciłam około 17. Byłam trochę zmęczona, ale przecież miałam iść jeszcze przecież do kina z przyjaciółmi. Prysznic i kawa postawią mnie na nogi, pomyślałam. Poszłam na górę do swojego pokoju. Wzięłam do ręki bieliznę i strój na wieczór, a następnie udałam się do łazienki. Weszłam do kabiny i puściłam ciepłą wodę. Włosy umyłam szamponem o zapachu malinowym, a w ciało wtarłam żel o aromacie wanilii. Po wyjściu z kabiny swoje ciało owinęłam w miękki niebieski ręcznik. Podłączyłam suszarkę do prądu i przy pomocy okrągłej szczotki suszyłam i układałam włosy. Następnie zrobiłam delikatny makijaż i wyszłam z łazienki. Siedząc w pokoju na łóżku przypomniało mi się, że muszę jeszcze zadzwonić do Federico. Chwyciłam telefon do ręki i wybrałam numer.
- Hej Violetta ! - usłyszałam.
- Cześć, masz może jakieś plany na wieczór ?
- Oprócz leniuchowania to nie.
- Więc o 19 widzę Cię u mnie. Idziemy do kina z Marco i Ludmiłą.- uśmiechnęłam się do siebie.
- Kusząca propozycja. W takim razie widzimy się za pół godziny.
- Do zobaczenia braciszku. - powiedziałam i nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się.
Zeszłam na dół do salonu i, żeby jakoś zabić czas włączyłam telewizor. Leciał jakiś głupi program. Oglądałam, oglądałam i wreszcie usłyszałam dzwonek do drzwi. Wzięłam po drodze torebkę i poszłam otworzyć. Stał w nich nikt inny jak Fede. Przywitałam się z nim, zamknęłam dom i podeszliśmy do samochodu. Brunet otworzył mi drzwi, obszedł auto dookoła po czym wsiadł na miejsce kierowcy. Po 20 minutach byliśmy na miejscu. Pod budynkiem czekają już na nas Lu i Marco. Razem wchodzimy do kina i wybieramy film, który chcemy obejrzeć. Stwierdziliśmy, że pójdziemy na komedię "Zła nauczycielka".
Cały wieczór zleciał w miłej atmosferze. Wszyscy się świetnie bawiliśmy. Po kinie wstąpiliśmy do jednej z knajpek, znajdującej się obok kina.
Było już tak późno, że razem z Lu postanowiłyśmy, że blondynka zostanie u mnie na noc. Pożyczyłam jej swoje drugie piżamy. Prawie całą noc przegadałyśmy, a przy towarzystwie alkoholu, byłyśmy jeszcze bardziej gadatliwe niż kiedykolwiek.
*Następnego dnia, ranek*
Kiedy się obudziłam, pierwsze co zrobiłam to wzrokiem starałam się odszukać mój telefon. Znalazłam. Lekko się podniosłam, by go dosięgnąć, ponieważ był na wyciągnięcie ręki. Mój delikatny ruch był błędem, między innymi dlatego, iż od razu przyłączył się wielki ból głowy. Złapałam się za obolałe miejsce i jęknęłam z bólu. Przekręciłam głowę na bok. Zauważyłam tam budzącą się Ludmiłę. Najpierw zastanawiam się skąd ona się tu wzięła, chwilę potem przypominam sobie wczorajszy wieczór. Kino, knajpka, Lu nocująca u mnie i litry alkoholu. Pomału wstałam z łóżka. Po pokoju walały się butelki. Dziewczyna również wstała i popatrzyła na mnie.
- Ostatnią noc wakacji trzeba było jakoś uczcić... Wiesz tak, żeby ją zapamiętać. - mówi i uśmiecha się koślawo.
- Nam się udało. - odpowiadam i wybuchamy śmiechem, czego zaraz potem żałujemy. Kac daje się we znaki.
- Wiesz może, idź weź prysznic, pożyczę Ci świeże ciuchy, a ja trochę tu posprzątam. - mówię po chwili.
- Dobra. - lekko się uśmiecha.
Podchodzę do szafy i wyciągam ciuchy dla Lu. Kiedy dziewczyna wychodzi z pokoju, ja powoli zaczynam ogarniać mój pokój. Po 20 minutach po butelkach nie było już ani śladu. Chwilę potem blondynka weszła do pokoju. Teraz to ja poszłam do łazienki, a ona przejęła sprzątanie. Będąc już w łazience zrzuciłam z siebie ubranie. Weszłam do kabiny i puściłam ciepłą wodę. Umyłam ciało i włosy, następnie wyszłam z kabiny. Ciało i włosy owinęłam ręcznikiem. Wysuszyłam włosy, ubrałam się, pomalowałam i udałam się do pokoju. Razem z Ludmiłą skończyłyśmy sprzątać. Zeszłyśmy na dół, do kuchni w celu zjedzenia śniadania. Nie byłyśmy za bardzo głodne więc wybrałyśmy mały jogurt z płatkami. Po małym śniadaniu wyszłyśmy z domu. Podeszłyśmy do mojego auta stojącego na podjeździe i do niego wsiadłyśmy. Paręnaście sekund później byłyśmy już w drodze do pracy.
- Pamiętasz ? Dzisiaj ma być zespół w restauracji. I moim zdaniem szef nieźle to wykombinował. Przecież do nas przychodzi dobre 90 procent nastolatków, młodych ludzi, a takich starych to pozostałe 10. - zaczęła blondynka kiedy byłyśmy w połowie drogi.
- Najlepsze jest to, że zrobił jeszcze miejsce na tańce ! - ucieszyłam się.
- Masz rację. - zaśmiała się.
- Jesteśmy na miejscu. - powiedział po kilku minutach ciszy.
Całe w skowronkach weszłyśmy do budynku, co zwróciło uwagę niektórych osób. Nie zwracając na to uwagi, udałyśmy się na zaplecze. Przebrałyśmy się w firmowe stroje i wpadłyśmy w wir pracy. Dopiero około godziny 15 nadszedł czas na naszą przerwę. Przebiegła ona bardzo szybko. Kiedy na dworze powoli zaczynało się ściemniać ludzie dopiero zaczynali się zbierać w lokalu. A na moje nieszczęście dzisiaj pracuję, aż do zamknięcia. W momencie kiedy nad tym rozmyślałam do budynku weszła spora grupa młodych ludzi - na moje oko, w moim wieku. Zajęli kanapę przy oknie. Jako kelnerka, szybkim krokiem podeszłam do stolika. Zanim się do końca zastanowili, zdążyłam prześledzić twarze wszystkich osób. Przyjaciele. A przynajmniej na takich wyglądali.
Zespół grał na prawdę świetne piosenki. Na parkiecie było coraz więcej ludzi. Lokal był pełny. Wszystkie stoliki zajęte. Co chwilę chodzę od stolika do stolika po kolejne zamówienie lub, żeby je zanieść. Byłam właśnie przy stoliku tej grupki przyjaciół, już po raz 4 dzisiaj. Zanosiłam im kolejne zamówienie. Stawiałam na stoliku drugi deser lodowy, który zamówili. Postawiłam kolejny. Stawiając czwarty usłyszałam gdy ktoś mówi do pozostałych : "Hej". Oni odpowiedzieli mu tym samym i już po chwili przy stoliku znalazła się kolejna osoba. Dyskretnie się jej przyjrzałam. To ten chłopak. Ostatnio dość często tu przychodzi. Sam lub z przyjaciółmi. Postawiłam piąty, ostatni pucharek z lodami i odeszłam. Odniosłam tackę do kuchni, a następnie oglądnęłam się dookoła czy nikt mnie nie woła, jako kelnerki. Nikt. Podeszłam więc do Marco. Tez nie miał nic do roboty, więc rozmawialiśmy, śmialiśmy się. W końcu postanowiliśmy wrócić do pracy. Odeszłam od swojego przyjaciela, i zmierzałam ku ladzie, przy której znajduje się kasa. Stała przy niej Ludmiła. Żeby tam dotrzeć musiałam przejść przez parkiet. Tańczyło bardzo dużo ludzi. Starałam się jakoś przecisnąć, choć trudno było. Byłam już prawie przy końcu, gdy poczułam jak ktoś łapie mnie za mój nadgarstek. Odwróciłam się i zobaczyłam ... Jego. Popatrzyłam na niego niezrozumiale.
- Tańczysz ? - spytał.
- Przykro mi, jestem w pracy. - uśmiechnęłam się. Wcale nie miałam ochoty na jakieś tańce z nieznajomym.
- Ale chyba możesz sobie na chwilę odpuścić. - to zdanie powiedział nie pytająco, ale twierdząco. Co mnie trochę wkurzyło.
- Niestety, nie. Przepraszam muszę wracać do pracy. - mówiłam nadal z uśmiechem, choć ten chłopak mnie już nieco irytował. Próbowałam się wyrwać z jego uścisku. Na marne. Trzymał zbyt mocno.
- Możesz mnie puścić ?
- Dopóki ze mną nie zatańczysz, nie puszczę Cię. - uśmiechnął się uwodzicielsko.
I co ja mam teraz zrobić ? Przecież nie zacznę krzyczeć. Muzyka gra zbyt głośno nawet, żebym tylko nieco głośniej zawołała Lu, która jest ode mnie zaledwie 5 kroków. Co tu robić, co tu robić? Pytałam siebie w myślach. Zatańczyć ? Idiotko ! Przecież nawet nie wiesz jak ma na imię. Byłam w kropce. Ale z daleka widać, że nie odpuści.
- Jedna piosenka.
- Tylko ? - zapytał z cwanym uśmieszkiem.
- Aż.
Ten się już nie odzywał tylko pociągnął mnie na środek pakietu. Złapał mnie za obie ręce, przysunął się dość blisko mnie i zaczął poruszać naszymi ciałami w rytm muzyki. Nawet mi się to podobało, ale tylko "nawet". Piosenka się skończyła, a ja gwałtownie się od niego odsunęłam. On natomiast szybko się do mnie przysunął, pocałował w policzek i z powrotem się odsunął.
- Dziękuje, za taniec. Świetnie tańczysz. - uśmiechnął się szeroko, co pozwoliło mi ujrzeć jego urocze dołeczki. Ja tylko się uśmiechnęłam i odeszłam. Od razu poszłam do mojej przyjaciółki, aby jej to wszystko opowiedzieć.
- Ten gościu jest jakiś nie tego... Wiesz ... - zaśmiała się, a ja razem z nią. - Ale pomimo tego niezłe z niego ciacho. - rozmarzyła się na co ja wybuchłam śmiechem. - No co ? A może zaprzeczysz ?
- Nie, nie zaprzeczę. - uśmiechnęłam się lekko.
- Popatrz, jaki mają zasyfiony stolik. Pójdę tam posprzątać. - powiedziała blondynka i szeroko się uśmiechnęła.
- Kto?
- No wiesz ... On. - ja tylko głośno westchnęłam i gestem dłoni pokazałam, żeby już poszła.
Dziewczyna z tacką w ręce ruszyła w stronę stolika. Byłam pewna, że zrobi coś głupiego. Ja to ona. Uważnie obserwowałam całą sytuację. Podeszła do stolika i zaczęła zbierać wszystkie szklanki, miseczki i papierki. Sięgała po ostatnią szklankę w, której znajdowało się jeszcze trochę napoju. I sama nie wiem jak ona to zrobiła, ale wylała to na średniego wzrostu bruneta, siedzącego obok Niego. Ta scena wyglądała przekomicznie, ponieważ ten chłopak wstał i zaczął coś na spokojnie mówić do blondyny, a ta z kolei kucnęła i zaczęła ścierać serwetką plamę powstałą na spodniach chłopaka. O mało nie wybuchnęłam śmiechem, powstrzymywało mnie tylko i wyłącznie to, że jestem w miejscu publicznym i moim zachowaniem mogłabym zwrócić na siebie uwagę klientów. Po paru minutach Ludmiła wróciła i zaczęłam wszystko po kolei opowiadać i gestykulować rękami. Ponownie o mało nie wybuchłam śmiechem. Kątem oka spojrzałam na stolik przy, którym odbyło się całe zdarzenie. Zauważyłam jak ten chłopak z, którym tańczyła mi się przygląda. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały natychmiast odwróciłam wzrok.
- Gapi się na Ciebie od kiedy skończyłaś z nim tańczyć. - wyszczerzyła się Ludmiła.
- Serio ? - spytałam z niedowierzaniem. Tak pokiwała tylko twierdząco głową.
Usłyszałyśmy charakterystyczny dźwięk zegara. Oznaczał on godzinę 23. Już za godzinę będę mogła iść do domu. Przyszykuję sobie ciuchy na jutrzejszy dzień, czyli rozpoczęcie roku szkolnego, wezmę szybki prysznic i pójdę spać. O tak. To doskonały plan.
- Ej, Viola, tamten stolik chce coś zamówić. Idź Ty. Ja już tam nie podchodzę. - słysząc słowa Lu zaśmiałam się, a następnie udałam się do owego stolika. Chwilę się jeszcze zastanawiali, aż w końcu zamówili i odeszłam od stolika. Parę minut później poszłam to zamówienie im zanieść.
Pozostała godzina do zamknięcia minęła bardzo szybko. Większość ludzi zaczęło wychodzić po dźwięku wydanym przez zegar. A ostatnimi ludźmi jacy wyszli z lokalu byli właśnie oni. Czteroosobowa grupa. Wyszli mniej więcej za dziesięć dwunasta. Ja i Ludmiła ogarnęłyśmy wszystkie stoliki i poszłyśmy się przebrać. Przebrane chwyciłyśmy swoje torebki i razem wyszłyśmy z budynku. Blondynka mieszkała około 14 domów przede mną. Gdy byłyśmy przy jej domu chwilę jeszcze porozmawiałyśmy i się pożegnałyśmy. Ja ruszyłam w dalszą drogę. Doszłam do swojego domu. Weszłam do środka i zaczęłam wykonywać plan, który sobie ułożyłam jeszcze w pracy. Strój na jutro. Szybki prysznic. Spanie.
Po 45 minutach już leżałam w łóżku. Byłam na tyle zmęczona, że od razu zasnęłam.
Pomimo, że chodziłyśmy już tyle czasu to zostało nam jeszcze jedno piętro. Ale zanim na nie wyjedziemy postanowiłyśmy iść na kawę.
- Poprosimy dwa razy białą kawę. - powiedziała Lu do kelnerki, która podeszła do stolika przy, którym już siedziałyśmy.
Pogadałyśmy, wypiłyśmy kawę i po odpoczynku postanowiłyśmy iść dalej. Właśnie wyjeżdżamy ruchomymi schodami na ostatnie piętro.
- Te wakacje zleciały stanowczo za szybko. - zauważam.
- No dokładnie ! Wierzysz, już za 2 dni będziemy z powrotem Studentkami ? Ciężko uwierzyć, a przynajmniej mi ..
- Ehh.. nie tylko Tobie. - dojechałyśmy. Idziemy w stronę sklepu "House". Usłyszałyśmy jakiś dźwięk.
- To Twój ? - pyta Lu wskazując na wystający telefon z mojej torebki. Wciągam telefon. "Nowa wiadomość".
- Od Marco. Pyta czy nie poszłybyśmy dzisiaj do kina i mówi, żebym wyciągnęła ze sobą też Fede. Co myślisz ?
- Pewnie, że tak ! Zwłaszcza dlatego, że wyciągniesz jeszcze Federico. - uśmiechnęła się szeroko. No tak. Przecież ona jest w nim zakochana. On w niej też. Ale obydwoje boją się to powiedzieć. Bam ! Poczułam silne uderzenie w moje lewe ramię. I znowu upadłam. Dokładnie tak samo jak tydzień temu w restauracji. Powoli z pomocą Ludmiły wstałam. Popatrzyłam na osobę z, którą się zderzyłam i ... zamarłam. To ten sam chłopak co ostatnio.
- Przepraszam. Nic Ci nie jest ? - zapytał patrząc cały czas w moje oczy. Odebrało mi mowę. To jakieś żarty czy co ?
- Nie, wszystko w porządku. Ja też przepraszam. Zapatrzyłam się, znowu ... - ten się tylko uśmiechnął pokazując urocze dołeczki, i poszedł.
- Znowu ? - zapytała marszcząc brwi Lu.
- To był ten sam chłopak co ostatnio. Mówiłam Ci przecież jak to się zderzyłam z klientem, tak ? - pokiwała twierdząco głową. - To to był ten sam chłopak.
- Całkiem przystojny. - powiedziała blondynka, kiedy ja odpisywałam Marco na SMS-a. Postanowiłam odpuścić i po prostu milczałam.
Do domu wróciłam około 17. Byłam trochę zmęczona, ale przecież miałam iść jeszcze przecież do kina z przyjaciółmi. Prysznic i kawa postawią mnie na nogi, pomyślałam. Poszłam na górę do swojego pokoju. Wzięłam do ręki bieliznę i strój na wieczór, a następnie udałam się do łazienki. Weszłam do kabiny i puściłam ciepłą wodę. Włosy umyłam szamponem o zapachu malinowym, a w ciało wtarłam żel o aromacie wanilii. Po wyjściu z kabiny swoje ciało owinęłam w miękki niebieski ręcznik. Podłączyłam suszarkę do prądu i przy pomocy okrągłej szczotki suszyłam i układałam włosy. Następnie zrobiłam delikatny makijaż i wyszłam z łazienki. Siedząc w pokoju na łóżku przypomniało mi się, że muszę jeszcze zadzwonić do Federico. Chwyciłam telefon do ręki i wybrałam numer.
- Hej Violetta ! - usłyszałam.
- Cześć, masz może jakieś plany na wieczór ?
- Oprócz leniuchowania to nie.
- Więc o 19 widzę Cię u mnie. Idziemy do kina z Marco i Ludmiłą.- uśmiechnęłam się do siebie.
- Kusząca propozycja. W takim razie widzimy się za pół godziny.
- Do zobaczenia braciszku. - powiedziałam i nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się.
Zeszłam na dół do salonu i, żeby jakoś zabić czas włączyłam telewizor. Leciał jakiś głupi program. Oglądałam, oglądałam i wreszcie usłyszałam dzwonek do drzwi. Wzięłam po drodze torebkę i poszłam otworzyć. Stał w nich nikt inny jak Fede. Przywitałam się z nim, zamknęłam dom i podeszliśmy do samochodu. Brunet otworzył mi drzwi, obszedł auto dookoła po czym wsiadł na miejsce kierowcy. Po 20 minutach byliśmy na miejscu. Pod budynkiem czekają już na nas Lu i Marco. Razem wchodzimy do kina i wybieramy film, który chcemy obejrzeć. Stwierdziliśmy, że pójdziemy na komedię "Zła nauczycielka".
Cały wieczór zleciał w miłej atmosferze. Wszyscy się świetnie bawiliśmy. Po kinie wstąpiliśmy do jednej z knajpek, znajdującej się obok kina.
Było już tak późno, że razem z Lu postanowiłyśmy, że blondynka zostanie u mnie na noc. Pożyczyłam jej swoje drugie piżamy. Prawie całą noc przegadałyśmy, a przy towarzystwie alkoholu, byłyśmy jeszcze bardziej gadatliwe niż kiedykolwiek.
*Następnego dnia, ranek*
Kiedy się obudziłam, pierwsze co zrobiłam to wzrokiem starałam się odszukać mój telefon. Znalazłam. Lekko się podniosłam, by go dosięgnąć, ponieważ był na wyciągnięcie ręki. Mój delikatny ruch był błędem, między innymi dlatego, iż od razu przyłączył się wielki ból głowy. Złapałam się za obolałe miejsce i jęknęłam z bólu. Przekręciłam głowę na bok. Zauważyłam tam budzącą się Ludmiłę. Najpierw zastanawiam się skąd ona się tu wzięła, chwilę potem przypominam sobie wczorajszy wieczór. Kino, knajpka, Lu nocująca u mnie i litry alkoholu. Pomału wstałam z łóżka. Po pokoju walały się butelki. Dziewczyna również wstała i popatrzyła na mnie.
- Ostatnią noc wakacji trzeba było jakoś uczcić... Wiesz tak, żeby ją zapamiętać. - mówi i uśmiecha się koślawo.
- Nam się udało. - odpowiadam i wybuchamy śmiechem, czego zaraz potem żałujemy. Kac daje się we znaki.
- Wiesz może, idź weź prysznic, pożyczę Ci świeże ciuchy, a ja trochę tu posprzątam. - mówię po chwili.
- Dobra. - lekko się uśmiecha.
Podchodzę do szafy i wyciągam ciuchy dla Lu. Kiedy dziewczyna wychodzi z pokoju, ja powoli zaczynam ogarniać mój pokój. Po 20 minutach po butelkach nie było już ani śladu. Chwilę potem blondynka weszła do pokoju. Teraz to ja poszłam do łazienki, a ona przejęła sprzątanie. Będąc już w łazience zrzuciłam z siebie ubranie. Weszłam do kabiny i puściłam ciepłą wodę. Umyłam ciało i włosy, następnie wyszłam z kabiny. Ciało i włosy owinęłam ręcznikiem. Wysuszyłam włosy, ubrałam się, pomalowałam i udałam się do pokoju. Razem z Ludmiłą skończyłyśmy sprzątać. Zeszłyśmy na dół, do kuchni w celu zjedzenia śniadania. Nie byłyśmy za bardzo głodne więc wybrałyśmy mały jogurt z płatkami. Po małym śniadaniu wyszłyśmy z domu. Podeszłyśmy do mojego auta stojącego na podjeździe i do niego wsiadłyśmy. Paręnaście sekund później byłyśmy już w drodze do pracy.
- Pamiętasz ? Dzisiaj ma być zespół w restauracji. I moim zdaniem szef nieźle to wykombinował. Przecież do nas przychodzi dobre 90 procent nastolatków, młodych ludzi, a takich starych to pozostałe 10. - zaczęła blondynka kiedy byłyśmy w połowie drogi.
- Najlepsze jest to, że zrobił jeszcze miejsce na tańce ! - ucieszyłam się.
- Masz rację. - zaśmiała się.
- Jesteśmy na miejscu. - powiedział po kilku minutach ciszy.
Całe w skowronkach weszłyśmy do budynku, co zwróciło uwagę niektórych osób. Nie zwracając na to uwagi, udałyśmy się na zaplecze. Przebrałyśmy się w firmowe stroje i wpadłyśmy w wir pracy. Dopiero około godziny 15 nadszedł czas na naszą przerwę. Przebiegła ona bardzo szybko. Kiedy na dworze powoli zaczynało się ściemniać ludzie dopiero zaczynali się zbierać w lokalu. A na moje nieszczęście dzisiaj pracuję, aż do zamknięcia. W momencie kiedy nad tym rozmyślałam do budynku weszła spora grupa młodych ludzi - na moje oko, w moim wieku. Zajęli kanapę przy oknie. Jako kelnerka, szybkim krokiem podeszłam do stolika. Zanim się do końca zastanowili, zdążyłam prześledzić twarze wszystkich osób. Przyjaciele. A przynajmniej na takich wyglądali.
Zespół grał na prawdę świetne piosenki. Na parkiecie było coraz więcej ludzi. Lokal był pełny. Wszystkie stoliki zajęte. Co chwilę chodzę od stolika do stolika po kolejne zamówienie lub, żeby je zanieść. Byłam właśnie przy stoliku tej grupki przyjaciół, już po raz 4 dzisiaj. Zanosiłam im kolejne zamówienie. Stawiałam na stoliku drugi deser lodowy, który zamówili. Postawiłam kolejny. Stawiając czwarty usłyszałam gdy ktoś mówi do pozostałych : "Hej". Oni odpowiedzieli mu tym samym i już po chwili przy stoliku znalazła się kolejna osoba. Dyskretnie się jej przyjrzałam. To ten chłopak. Ostatnio dość często tu przychodzi. Sam lub z przyjaciółmi. Postawiłam piąty, ostatni pucharek z lodami i odeszłam. Odniosłam tackę do kuchni, a następnie oglądnęłam się dookoła czy nikt mnie nie woła, jako kelnerki. Nikt. Podeszłam więc do Marco. Tez nie miał nic do roboty, więc rozmawialiśmy, śmialiśmy się. W końcu postanowiliśmy wrócić do pracy. Odeszłam od swojego przyjaciela, i zmierzałam ku ladzie, przy której znajduje się kasa. Stała przy niej Ludmiła. Żeby tam dotrzeć musiałam przejść przez parkiet. Tańczyło bardzo dużo ludzi. Starałam się jakoś przecisnąć, choć trudno było. Byłam już prawie przy końcu, gdy poczułam jak ktoś łapie mnie za mój nadgarstek. Odwróciłam się i zobaczyłam ... Jego. Popatrzyłam na niego niezrozumiale.
- Tańczysz ? - spytał.
- Przykro mi, jestem w pracy. - uśmiechnęłam się. Wcale nie miałam ochoty na jakieś tańce z nieznajomym.
- Ale chyba możesz sobie na chwilę odpuścić. - to zdanie powiedział nie pytająco, ale twierdząco. Co mnie trochę wkurzyło.
- Niestety, nie. Przepraszam muszę wracać do pracy. - mówiłam nadal z uśmiechem, choć ten chłopak mnie już nieco irytował. Próbowałam się wyrwać z jego uścisku. Na marne. Trzymał zbyt mocno.
- Możesz mnie puścić ?
- Dopóki ze mną nie zatańczysz, nie puszczę Cię. - uśmiechnął się uwodzicielsko.
I co ja mam teraz zrobić ? Przecież nie zacznę krzyczeć. Muzyka gra zbyt głośno nawet, żebym tylko nieco głośniej zawołała Lu, która jest ode mnie zaledwie 5 kroków. Co tu robić, co tu robić? Pytałam siebie w myślach. Zatańczyć ? Idiotko ! Przecież nawet nie wiesz jak ma na imię. Byłam w kropce. Ale z daleka widać, że nie odpuści.
- Jedna piosenka.
- Tylko ? - zapytał z cwanym uśmieszkiem.
- Aż.
Ten się już nie odzywał tylko pociągnął mnie na środek pakietu. Złapał mnie za obie ręce, przysunął się dość blisko mnie i zaczął poruszać naszymi ciałami w rytm muzyki. Nawet mi się to podobało, ale tylko "nawet". Piosenka się skończyła, a ja gwałtownie się od niego odsunęłam. On natomiast szybko się do mnie przysunął, pocałował w policzek i z powrotem się odsunął.
- Dziękuje, za taniec. Świetnie tańczysz. - uśmiechnął się szeroko, co pozwoliło mi ujrzeć jego urocze dołeczki. Ja tylko się uśmiechnęłam i odeszłam. Od razu poszłam do mojej przyjaciółki, aby jej to wszystko opowiedzieć.
- Ten gościu jest jakiś nie tego... Wiesz ... - zaśmiała się, a ja razem z nią. - Ale pomimo tego niezłe z niego ciacho. - rozmarzyła się na co ja wybuchłam śmiechem. - No co ? A może zaprzeczysz ?
- Nie, nie zaprzeczę. - uśmiechnęłam się lekko.
- Popatrz, jaki mają zasyfiony stolik. Pójdę tam posprzątać. - powiedziała blondynka i szeroko się uśmiechnęła.
- Kto?
- No wiesz ... On. - ja tylko głośno westchnęłam i gestem dłoni pokazałam, żeby już poszła.
Dziewczyna z tacką w ręce ruszyła w stronę stolika. Byłam pewna, że zrobi coś głupiego. Ja to ona. Uważnie obserwowałam całą sytuację. Podeszła do stolika i zaczęła zbierać wszystkie szklanki, miseczki i papierki. Sięgała po ostatnią szklankę w, której znajdowało się jeszcze trochę napoju. I sama nie wiem jak ona to zrobiła, ale wylała to na średniego wzrostu bruneta, siedzącego obok Niego. Ta scena wyglądała przekomicznie, ponieważ ten chłopak wstał i zaczął coś na spokojnie mówić do blondyny, a ta z kolei kucnęła i zaczęła ścierać serwetką plamę powstałą na spodniach chłopaka. O mało nie wybuchnęłam śmiechem, powstrzymywało mnie tylko i wyłącznie to, że jestem w miejscu publicznym i moim zachowaniem mogłabym zwrócić na siebie uwagę klientów. Po paru minutach Ludmiła wróciła i zaczęłam wszystko po kolei opowiadać i gestykulować rękami. Ponownie o mało nie wybuchłam śmiechem. Kątem oka spojrzałam na stolik przy, którym odbyło się całe zdarzenie. Zauważyłam jak ten chłopak z, którym tańczyła mi się przygląda. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały natychmiast odwróciłam wzrok.
- Gapi się na Ciebie od kiedy skończyłaś z nim tańczyć. - wyszczerzyła się Ludmiła.
- Serio ? - spytałam z niedowierzaniem. Tak pokiwała tylko twierdząco głową.
Usłyszałyśmy charakterystyczny dźwięk zegara. Oznaczał on godzinę 23. Już za godzinę będę mogła iść do domu. Przyszykuję sobie ciuchy na jutrzejszy dzień, czyli rozpoczęcie roku szkolnego, wezmę szybki prysznic i pójdę spać. O tak. To doskonały plan.
- Ej, Viola, tamten stolik chce coś zamówić. Idź Ty. Ja już tam nie podchodzę. - słysząc słowa Lu zaśmiałam się, a następnie udałam się do owego stolika. Chwilę się jeszcze zastanawiali, aż w końcu zamówili i odeszłam od stolika. Parę minut później poszłam to zamówienie im zanieść.
Pozostała godzina do zamknięcia minęła bardzo szybko. Większość ludzi zaczęło wychodzić po dźwięku wydanym przez zegar. A ostatnimi ludźmi jacy wyszli z lokalu byli właśnie oni. Czteroosobowa grupa. Wyszli mniej więcej za dziesięć dwunasta. Ja i Ludmiła ogarnęłyśmy wszystkie stoliki i poszłyśmy się przebrać. Przebrane chwyciłyśmy swoje torebki i razem wyszłyśmy z budynku. Blondynka mieszkała około 14 domów przede mną. Gdy byłyśmy przy jej domu chwilę jeszcze porozmawiałyśmy i się pożegnałyśmy. Ja ruszyłam w dalszą drogę. Doszłam do swojego domu. Weszłam do środka i zaczęłam wykonywać plan, który sobie ułożyłam jeszcze w pracy. Strój na jutro. Szybki prysznic. Spanie.
Po 45 minutach już leżałam w łóżku. Byłam na tyle zmęczona, że od razu zasnęłam.
~*~
Rozdział 2 w waszych rękach ^^
Nie było 5 komów pod tamtym ;< Ale cóż .. Dodaję ;)
Proszę, jeśli czytacie to dajcie komentarz !;3 Nawet jeśli to jedno słowo. Nic tak nie motywuje, jak wasza ocena ;))
Pozderki :*
Suzy ♥
Zajmuję <3
OdpowiedzUsuńSuper czekam ma next :)
OdpowiedzUsuń