Chyba wszyscy zauważyli, że mój blog to kompletne dno. :) Więc mówię, KONIEC.
Dziękuje za 682 wyświetlenia, 8 komentarzy.
Nie było mi po prostu dane pisać opowiadanie.
Może kiedyś jeszcze wrócę tu z powrotem, ale jeśli nie będzie osób, które chcą czytać mojego bloga to nie ma na to żadnych szans.
Nie chcę pisać rozdziałów, dodawać je i czekać, aż chociaż JEDNA osoba to skomentuje. Przy 4 rozdziale nie było nawet jednego komentarza.
Więc dziękuje za wszystko i żegnam się z Wami.
Pozdro ;*
Suzy ♥
PS. Kto dotrwał do końca notki niech wie, że zostanie dodana ankieta z pytaniem o nowe opowiadanie. Jeśli będzie przynajmniej 20 chętnych to może moja noga jeszcze tu postanie.
A po drugie nie usunę bloga, tylko po prostu rozdziały nie będą dodawane. Na razie pracuję nad nowym One Party gdyby, któraś z Blogerek ogłosiła konkurs.
Po trzecie, nadal będę aktywna co do innych blogów. Będę komentować, starać się jakoś wybić i może uda się jeszcze coś tutaj stworzyć.
piątek, 26 września 2014
niedziela, 31 sierpnia 2014
Bardzo ważna informacja.
Heej wszystkim ;*
Niżej macie rozdział 4, a teraz przychodzę do was z bardzo ważną informacją.
Chodzi o wygląd bloga. Jest beznadziejny, ponieważ robiła go ja. I teraz zwracam się do was o pomoc.
Umie ktoś robić wygląd blog ? Bo ja jestem w tym kompletnie zielona. I wgl niezbyt ogarniam bloggera. A przydałoby się tu zmienić nagłówek, kolory, dodać kilka szczegółów. Zakładki pasowałoby zrobić, ale nie wiem jak.
Jeśli ktoś zechciałby mi pomóc to prosze piszcie tu : suzyblanco98@gmail.com
Pozdrawiam waaas :*
Suzy ♥
Rozdział 04: Cześć.
Słońce powoli kierowało się ku górze. Uchylone okna sprawiały, że w pomieszczeniu nie było duszno. Nauczyciel na spokojnie zaczął swoją lekcję. Tłumaczył, rozrysowywał wszystko co mówił na tablicy, a naszym jednym zadaniem było to przepisać do zeszytu i umieć na następną lekcję, która według planu lekcji miała być we wtorek.
- Cześć. - powiedział siadając na krześle obok mnie i lekko się uśmiechając.
- Cześć. - odpowiedziałam bez większego entuzjazmu.
W połowie lekcji myślałam, że nie wytrzymam z nim. Co chwilę się o coś pytał, bo nie wiedział co i jak, od początku lekcji pisał z kimś na telefonie, a ten jego durnowaty dźwięk wiadomości, którego nie raczył wyciszyć, po prostu mnie denerwował, z resztą tak samo jak właściciel telefonu. Druga połowa lekcji zleciała, tak samo. W sumie to jeszcze gorzej. Miałam ochotę wstać, wziąć swoje rzeczy i pójść gdzieś z dala od niego. Znam go zaledwie dwa dni, a on już działa mi na nerwy. Moje rozmyślenia przerwał, na szczęście, dzwonek oznaczający koniec lekcji. Szybko wrzuciłam swoje rzeczy do torebki i zmierzałam ku wyjściu, jednak nie dane mi było wyjść, ponieważ ktoś złapał mnie za nadgarstek kiedy byłam u progu drzwi. Na moje wielkie szczęście - wyczuwacie ten sarkazm ? - był to Leon. Chłopak, którego szczerze nie lubię.
- Idziesz dzisiaj na imprezę ?
- Raczej tak. - odpowiedziałam mu niezbyt chętnie, ale z grzeczności pasowało by też zapytać jego. - A Ty ?
- Jak Ty to i ja. - uśmiechnął się szeroko.
To ma być podryw ? Czy co ? Niech sobie nie myśli, że mnie "zdobędzie". Nie pałam do niego sympatią, więc już jest na straconej pozycji. Może sobie pogrywać z jakimiś pustymi dziewczynami, a nie ze mną. Jeszcze chwila i zamiast mówić, że go nie lubię, będę mówić, że go nienawidzę. Uważaj Verdas, do tego jeszcze tylko malutki krok. Nie mając ochoty dalej być w jego obecności, wyrwałam mu swoją rękę, którą trzymał przez całą "rozmowę". Rzuciłam mu krótkie :
- Cześć.
I poszłam do szkolnej stołówki, gdzie byłam umówiona z Lu po lekcji. W połowie mojej drogi dogoniła mnie Francesca i razem ruszyłyśmy w stronę sali. Wchodząc do środka, lekko rozglądnęłam się po pomieszczeniu w poszukiwaniu mojej przyjaciółki. Próbowałam odszukać ją wzrokiem. Znalazłam. Siedziała z ... Leonem ? O co tu chodzi ? Sama mi na ostatniej przerwie mówiła, że czuje do niego to samo co ja. Więc, ponowie pytanie.
- O co tu chodzi ? - pytałam, podchodząc do stolika i zdobywając się na sztuczny uśmiech.
- O ! Viola, już jesteś. Czekałam na Ciebie. - zwróciła się do mnie. - Leon, widzisz, Viola już jest, będę lecieć. Cześć. - powiedziała smutno i się do niego uśmiechnęła. Ktoś to jej nie zna pomyślałby, że już się z nim zaprzyjaźniła, ale nie ja. Ja ją znam na wylot. Udawała. Sztucznie się uśmiechnęła, i udawała, że jest jej smutno, że musi już iść.
- No, muszę przyznać. Wybrałaś idealny kierunek, Blondyneczko. - uśmiechnęłam się do niej szeroko.
- Dziękuje, Szatyneczko. - odwzajemniła mój uśmiech i równym krokiem szłyśmy do naszego ulubionego pomieszczenia. Mianowicie - łazienki. Tylko w tym miejscu w całej placówce jest ... normalnie. Mini świat dziewczyn w, którym czują się swobodnie. Dziewczyny uwielbiają spędzać tam swoje przerwy, przekazywać ploteczki, poprawiać makijaż. Violetta i Ludmiła siedziały tam do czasu kiedy zadzwonił dzwonek wzywający na lekcję. Posłusznie, choć niechętnie, skierowały się do klasy w której miały teraz razem godzinę. Siedząc już razem rozmawiały o tym co zawsze. Do klasy jak zwykle jeszcze wchodzili uczniowie, w tym Fran, a zaraz za nią Leon. Usiedli razem w ławce zaraz za nimi. Do klasy wszedł nauczyciel. Sprawdził obecność i przeszedł do tematu dzisiejszej lekcji.
Czas dłużył się wszystkim niemiłosiernie. Między innymi dlatego, że jest to ostatnia lekcja, a jak już wszystkim wiadomo wieczorem jest pierwsza impreza w tym roku szkolnym. Kiedy wreszcie zabrzmiał ten dźwięk na, który czekała cała klasa, wszyscy zerwali się ze swoich miejsc, wzięli swoje rzeczy i czym prędzej wyszli z sali. Do wymarzonego wieczoru zostało zaledwie pięć godzin. Ale dla dziewczyn to idealny czas na to by się przygotować. Cała czwórka, jednogłośnie wybrała, że mieszkanie w, którym będą się przygotowywać, będzie mieszkaniem Violetty i Ludmiły. Naty i Francesca zaraz po lekcjach pogoniły do swoich pokoi po "najważniejsze rzeczy do przygotowania się". Po niespełna 10 minutach już były wśród swoich przyjaciółek. Zaczęły się wielkie przygotowania. Jedna malowała drugą. Trzecia robiła fryzurę czwartej. Towarzyszyła im przy tym świetna zabawa.
Po dobry czterech godzinach roboty były gotowe. Violetta, włosy miała spięte w wysokiego koka i delikatny, lecz widoczny makijaż. Natalia, jej czarne włosy najpierw wyprostowała, by potem zrobić delikatne fale, dodające jej uroku, makijaż trochę mocniejszy, ale jej pasował idealnie. Francesca, włosy wyprostowała, a makijaż jaki miała sprawiał, że wyglądała po prostu nieziemsko. Ludmiła swoje piękne, długie blond włosy wyprostowała, przez co wydawały się optycznie dłuższe, a jej lekki makijaż dodawał je promienności.. Wszystkie były piękne. O odpowiedniej godzinie razem wyszły z budynku i równym krokiem przemierzały ulice, które prowadziły właśnie do klubu w, którym miała się odbyć owa impreza. Kiedy do niego dotarły, śmiałym krokiem weszły do środka. Wzrok wszystkich mężczyzn, w tym też Leona i Maxi'ego, skierował się właśnie na te cztery dziewczyny. Niby zwykłe studentki, ale ich wygląd tego wieczoru nie jednego powaliłby na kolana.
Razem usiadły przy jednym ze stolików. Tłum mężczyzn wprost rzucił się na nie z jednym, dla dziewczyn zwykłym, jednak dla nich poważnym, krótkim i najbanalniejszym pytaniem w świecie:
- Zatańczysz ze mną ?
Po niecałych trzech godzinach wszystkie miały już trochę alkoholu we krwi, ale najmniej jednak miała Violetta. Kiedy jej przyjaciółki świetnie bawiły się na parkiecie, ona siedziała przy stole popijając jej, drugiego od początku imprezy, drinka. Tańczyła już z niejednym. I kolejni stali w kolejce po taniec z nią. Szatynka, pomimo tego, iż siedziała teraz na krześle, a nie szalała jak jej trzy ulubione rówieśniczki, również fantastycznie się bawiła. Czemu ? Ponieważ nie siedziała przy stoliku sama. Ona i jej nowy znajomy dopiero się poznawali, lecz trzeba być ślepym, aby nie dostrzec, że pomiędzy nimi już "coś" jest.
- Mam dość siedzenia. - palnęła nagle jego nowa przyjaciółka. - Chodź tańczyć !
Chłopak nie miał zamiaru stawiać się szatynce. Poznał ją zalewie dwie godziny temu, a już znał ją bardzo dobrze. Dziewczyna złapała go za nadgarstek i pociągnęła w stronę parkietu. Ich taniec nie mniej można było nazwać erotycznym. Ocierali się o siebie i sprawiało im to na prawdę wielką przyjemność. Violetta stała do niego tyłem i z wielkim zapałem ocierała się swoim atutem o jego. David'owi się to podobało. W pewnym momencie zaczął całować Castillo po szyi, a ta tylko cichutko pojękiwała. Odwróciła się do niego przodem i zaczęła namiętnie całować. Całowali się przez dłuższą chwilę, następnie usłyszeli jak z głośników została włączona wolna piosenka. Szatynka nawet nie zauważyła kiedy obok nich na parkiecie pojawił się Leon z dziewczyną ubraną jak dziwka. Cóż spódniczka mini, zakolanówki, czarny biustonosz zdobiony ćwiekami, mocny makijaż nie mówią o niej zbyt dobrze. Szatynka lekko się skrzywiła widząc jak szatyn zawzięcie całuje ją po szyi, biuście. To było dla niej trochę obrzydliwe. Delikatnie splotła rękę jej z ręką Davida i ruszyła przodem w stronę wyjścia. Usiedli na ławce przed wejściem do budynku. Nie odzywając się ani słowem zaczęli się powoli, ale namiętnie całować.
- Jesteś nieziemska. - usłyszała uwodzicielski ton jej nowego chłopaka. Nie odpowiedziała tylko wpiła się w jego usta. Nawet nie zwrócili na to uwagi gdy doszli do jego pokoju, w akademiku. Dziewczyna pchnęła go na łóżko. Usiadła na nim okrakiem i zaczęła całować.
- A jak Twój współlokator wróci ? - przerwałam.
- Mieszkam sam. - uśmiechnął się łobuzersko.
Powrócili do poprzedniej czynności. Z czasem ich zabawa zaczynała być coraz bardziej brutalna, i zarazem przyjemniejsza. Zaczęła się ich wspólna noc. Zmęczeni opadli na poduszki. Zasnęli w swoich objęciach.
*Następnego dnia*
Violetta obudziła się dość wcześnie. Na widok chłopaka leżącego tuż obok niej uśmiechnęła się. Powoli wstała z łóżka. Ubrała się, a na małej znalezionej na półce karteczce napisała:
To ma być podryw ? Czy co ? Niech sobie nie myśli, że mnie "zdobędzie". Nie pałam do niego sympatią, więc już jest na straconej pozycji. Może sobie pogrywać z jakimiś pustymi dziewczynami, a nie ze mną. Jeszcze chwila i zamiast mówić, że go nie lubię, będę mówić, że go nienawidzę. Uważaj Verdas, do tego jeszcze tylko malutki krok. Nie mając ochoty dalej być w jego obecności, wyrwałam mu swoją rękę, którą trzymał przez całą "rozmowę". Rzuciłam mu krótkie :
- Cześć.
I poszłam do szkolnej stołówki, gdzie byłam umówiona z Lu po lekcji. W połowie mojej drogi dogoniła mnie Francesca i razem ruszyłyśmy w stronę sali. Wchodząc do środka, lekko rozglądnęłam się po pomieszczeniu w poszukiwaniu mojej przyjaciółki. Próbowałam odszukać ją wzrokiem. Znalazłam. Siedziała z ... Leonem ? O co tu chodzi ? Sama mi na ostatniej przerwie mówiła, że czuje do niego to samo co ja. Więc, ponowie pytanie.
- O co tu chodzi ? - pytałam, podchodząc do stolika i zdobywając się na sztuczny uśmiech.
- O ! Viola, już jesteś. Czekałam na Ciebie. - zwróciła się do mnie. - Leon, widzisz, Viola już jest, będę lecieć. Cześć. - powiedziała smutno i się do niego uśmiechnęła. Ktoś to jej nie zna pomyślałby, że już się z nim zaprzyjaźniła, ale nie ja. Ja ją znam na wylot. Udawała. Sztucznie się uśmiechnęła, i udawała, że jest jej smutno, że musi już iść.
- No, muszę przyznać. Wybrałaś idealny kierunek, Blondyneczko. - uśmiechnęłam się do niej szeroko.
- Dziękuje, Szatyneczko. - odwzajemniła mój uśmiech i równym krokiem szłyśmy do naszego ulubionego pomieszczenia. Mianowicie - łazienki. Tylko w tym miejscu w całej placówce jest ... normalnie. Mini świat dziewczyn w, którym czują się swobodnie. Dziewczyny uwielbiają spędzać tam swoje przerwy, przekazywać ploteczki, poprawiać makijaż. Violetta i Ludmiła siedziały tam do czasu kiedy zadzwonił dzwonek wzywający na lekcję. Posłusznie, choć niechętnie, skierowały się do klasy w której miały teraz razem godzinę. Siedząc już razem rozmawiały o tym co zawsze. Do klasy jak zwykle jeszcze wchodzili uczniowie, w tym Fran, a zaraz za nią Leon. Usiedli razem w ławce zaraz za nimi. Do klasy wszedł nauczyciel. Sprawdził obecność i przeszedł do tematu dzisiejszej lekcji.
Czas dłużył się wszystkim niemiłosiernie. Między innymi dlatego, że jest to ostatnia lekcja, a jak już wszystkim wiadomo wieczorem jest pierwsza impreza w tym roku szkolnym. Kiedy wreszcie zabrzmiał ten dźwięk na, który czekała cała klasa, wszyscy zerwali się ze swoich miejsc, wzięli swoje rzeczy i czym prędzej wyszli z sali. Do wymarzonego wieczoru zostało zaledwie pięć godzin. Ale dla dziewczyn to idealny czas na to by się przygotować. Cała czwórka, jednogłośnie wybrała, że mieszkanie w, którym będą się przygotowywać, będzie mieszkaniem Violetty i Ludmiły. Naty i Francesca zaraz po lekcjach pogoniły do swoich pokoi po "najważniejsze rzeczy do przygotowania się". Po niespełna 10 minutach już były wśród swoich przyjaciółek. Zaczęły się wielkie przygotowania. Jedna malowała drugą. Trzecia robiła fryzurę czwartej. Towarzyszyła im przy tym świetna zabawa.
Po dobry czterech godzinach roboty były gotowe. Violetta, włosy miała spięte w wysokiego koka i delikatny, lecz widoczny makijaż. Natalia, jej czarne włosy najpierw wyprostowała, by potem zrobić delikatne fale, dodające jej uroku, makijaż trochę mocniejszy, ale jej pasował idealnie. Francesca, włosy wyprostowała, a makijaż jaki miała sprawiał, że wyglądała po prostu nieziemsko. Ludmiła swoje piękne, długie blond włosy wyprostowała, przez co wydawały się optycznie dłuższe, a jej lekki makijaż dodawał je promienności.. Wszystkie były piękne. O odpowiedniej godzinie razem wyszły z budynku i równym krokiem przemierzały ulice, które prowadziły właśnie do klubu w, którym miała się odbyć owa impreza. Kiedy do niego dotarły, śmiałym krokiem weszły do środka. Wzrok wszystkich mężczyzn, w tym też Leona i Maxi'ego, skierował się właśnie na te cztery dziewczyny. Niby zwykłe studentki, ale ich wygląd tego wieczoru nie jednego powaliłby na kolana.
Razem usiadły przy jednym ze stolików. Tłum mężczyzn wprost rzucił się na nie z jednym, dla dziewczyn zwykłym, jednak dla nich poważnym, krótkim i najbanalniejszym pytaniem w świecie:
- Zatańczysz ze mną ?
Po niecałych trzech godzinach wszystkie miały już trochę alkoholu we krwi, ale najmniej jednak miała Violetta. Kiedy jej przyjaciółki świetnie bawiły się na parkiecie, ona siedziała przy stole popijając jej, drugiego od początku imprezy, drinka. Tańczyła już z niejednym. I kolejni stali w kolejce po taniec z nią. Szatynka, pomimo tego, iż siedziała teraz na krześle, a nie szalała jak jej trzy ulubione rówieśniczki, również fantastycznie się bawiła. Czemu ? Ponieważ nie siedziała przy stoliku sama. Ona i jej nowy znajomy dopiero się poznawali, lecz trzeba być ślepym, aby nie dostrzec, że pomiędzy nimi już "coś" jest.
- Mam dość siedzenia. - palnęła nagle jego nowa przyjaciółka. - Chodź tańczyć !
Chłopak nie miał zamiaru stawiać się szatynce. Poznał ją zalewie dwie godziny temu, a już znał ją bardzo dobrze. Dziewczyna złapała go za nadgarstek i pociągnęła w stronę parkietu. Ich taniec nie mniej można było nazwać erotycznym. Ocierali się o siebie i sprawiało im to na prawdę wielką przyjemność. Violetta stała do niego tyłem i z wielkim zapałem ocierała się swoim atutem o jego. David'owi się to podobało. W pewnym momencie zaczął całować Castillo po szyi, a ta tylko cichutko pojękiwała. Odwróciła się do niego przodem i zaczęła namiętnie całować. Całowali się przez dłuższą chwilę, następnie usłyszeli jak z głośników została włączona wolna piosenka. Szatynka nawet nie zauważyła kiedy obok nich na parkiecie pojawił się Leon z dziewczyną ubraną jak dziwka. Cóż spódniczka mini, zakolanówki, czarny biustonosz zdobiony ćwiekami, mocny makijaż nie mówią o niej zbyt dobrze. Szatynka lekko się skrzywiła widząc jak szatyn zawzięcie całuje ją po szyi, biuście. To było dla niej trochę obrzydliwe. Delikatnie splotła rękę jej z ręką Davida i ruszyła przodem w stronę wyjścia. Usiedli na ławce przed wejściem do budynku. Nie odzywając się ani słowem zaczęli się powoli, ale namiętnie całować.
- Jesteś nieziemska. - usłyszała uwodzicielski ton jej nowego chłopaka. Nie odpowiedziała tylko wpiła się w jego usta. Nawet nie zwrócili na to uwagi gdy doszli do jego pokoju, w akademiku. Dziewczyna pchnęła go na łóżko. Usiadła na nim okrakiem i zaczęła całować.
- A jak Twój współlokator wróci ? - przerwałam.
- Mieszkam sam. - uśmiechnął się łobuzersko.
Powrócili do poprzedniej czynności. Z czasem ich zabawa zaczynała być coraz bardziej brutalna, i zarazem przyjemniejsza. Zaczęła się ich wspólna noc. Zmęczeni opadli na poduszki. Zasnęli w swoich objęciach.
*Następnego dnia*
Violetta obudziła się dość wcześnie. Na widok chłopaka leżącego tuż obok niej uśmiechnęła się. Powoli wstała z łóżka. Ubrała się, a na małej znalezionej na półce karteczce napisała:
"Dziękuję za wczoraj.
Pokój 274.
Violetta ;*"
Karteczkę położyła na stoliku obok łóżka. Spojrzała jeszcze raz na chłopaka i uśmiechnięta wyszła z jego pokoju. Delikatnie i cicho otworzyła drzwi. Wchodząc do środka zauważyła, że jej łóżko nie jest puste jakie być powinno, a że ktoś w nim śpi. Cicho, tak aby nikogo nie obudzić, podeszła do swojego łóżka. Spała w nim Francesca ! Nie zastanawiała się czemu tu jest tylko po prostu poszła wziąć prysznic. Wzięła czyste ciuchy i ruszyła w stronę łazienki. Po dość długim i orzeźwiającym prysznicu pomalowana, uczesana i ubrana wyszła z pomieszczenia. Wchodząc do pokoju w, którym dziewczyny śpią, zauważyła jej przyjaciółki narzekające na kac. Postanowiła to wykorzystać. W końcu była w niesamowitym humorze.
- Hej dziewczyny ! - krzyknęła, z wielkim uśmiechem.
- Nie tak głośno. - jęknęła Lu.
- A może powiesz nam gdzie byłaś w nocy ? - odezwała się tym razem Fran. Odpowiedziałam im ciszą.
~*~
No więc jest rozdział 4 ;)
I jeszcze jedna sprawa. Przez ostatnie kilka dni wyświetlenia znacznie spadły więc z tego powodu piszę wam taką informację. I mam do was prośbę, czy moglibyście polecać mojego bloga ? To pierwsza sprawa, a druga, dodałam ankietę i proszę was, abyście w niej zagłosowały bo to dla mnie ważne, chcę wiedzieć czy ktoś więcej niż 2 osoby czyta mojego bloga ;)
Więc jeszcze raz zachęcam do komentowania.
Pozdro ^^
Suzy ♥
czwartek, 21 sierpnia 2014
Rozdział 03: Przestań.
Nadszedł długo wyczekiwany przez dziewczyny dzień. Ponownie spotkają się ze starymi znajomymi. Znów wieczorami będą się zastanawiały w co ubrać się na imprezę. Znów mieszkanie w jednym pokoju. I znów nastaną te wspaniałe chwile. Te pikniki w weekend'y. Wspólne zakuwanie po nocach ze znajomymi. Po ciszy nocnej z chodzenie się u kogoś, a następnie gra w butelkę. Tego im brakowało.
Dziewczyny wraz ze swoimi walizkami stały pod domem szatynki. Czekały jeszcze tylko na Federico, który miał je zawieść do miasta, w którym mają studiować. Jest ono oddalone o około 200 km od Buenos Aires. Mieście w, którym mieszkają. Musiały dzisiaj wstać, bardzo, ale to bardzo wcześnie, aby zdążyć.
- Moi drodzy uczniowie. Oprócz nowego przedmiotu, macie jeszcze nowego kolegę. Nazywa się Leon. - powiedział wychowawca. Chłopak wstał i osobiście się przedstawił. Obróciłam głowę w tamtą stronę i od razu szturchnęłam łokciem Ludmiłę siedzącą obok mnie.
- To On. - szepnęłam do niej.
- Kto ?
- Patrz tam. - powiedział szeptem i kiwnęłam głową w kierunku tego... no ... Leona. Swoją drogą całkiem ładne imię.
- Będzie się z nami uczył. To świetnie. Poznacie się bliżej i wiesz. Może się zaprzyjaźnicie.
- Przestań. - odezwałam się nieco głośniej, co usłyszał nauczyciel.
- Dziewczyny, porozmawiacie później. - powiedział spokojnie nauczyciel na co Ludmiła parsknęła śmiechem. Zwróciło to uwagę niektórych osób w tym też Jego. Patrzył na mnie tymi swoimi pięknymi oczami, które wyglądały niesamowicie w duecie z jego cudnym uśmiechem. Ludmiła miała sporo racji. Jest przystojny. I to bardzo.
Po skończonej przemowie nauczyciela rozeszliśmy się do swoich pokoi. Ja i Ludmiła szybko wypakowałyśmy swoje ciuchy i pochowałyśmy do szafy. Lekko zmęczone wypakowywaniem opadłyśmy bezwładnie na swoje łóżka.
- Co Ty na to, żeby iść na jakiś spacerek po mieście ? - zaproponowałam.
- Okej, czemu nie. - uśmiechnęła się do mnie.
Po około 15 minutach już byłyśmy gotowe. Równym krokiem wyszłyśmy z naszego pokoju, zamknęłyśmy na klucz i wyszłyśmy z budynku. Wspólnie przemierzałyśmy stare, lecz nadal urokliwe uliczki. Zabytkowe budynki, restauracje, hoteliki. Znalazłby się i nie jeden szalony klub nocny, jak i nie jedna spokojna biblioteka. Podziwiając uroki miasta, postanowiłyśmy odpocząć w pewnej kawiarence. Razem weszłyśmy do budynku, a następnie zajęłyśmy stolik. Czekając na mój truskawkowy shake i kawałek ciasta tiramisu, dokładnie przyjrzałam się temu miejscu. Na sali kilkanaście okrągłych, wysokich, białych stolików, a do nich po trzy wysokie, również białe krzesła z dopasowaną okrągłą kwiecistą poduszeczką. Na jednej z ścian była tapeta. Kwiecista, jak poduszki na krzesłach. A pozostałe trzy ściany miały kolor delikatnego beżu. Widniały na nich różnej tematyki obrazy. Na jednych koktajle, na innych ciasta, ciasteczka i tym podobne.
- Proszę, o to Wasze zamówienie. - powiedziała przyjemnym głosem kelnerka i postawiła na naszym stoliku zamówione przez nas jedzenie.
Kiedy wypiłyśmy shaki i zjadłyśmy nasze cista, postanowiłyśmy wracać do akademika. Wolnym krokiem, podeszłyśmy do kasy, gdzie zapłaciłyśmy, a następnie wyszłyśmy z lokalu. Ciągle rozmawiając i śmiejąc się doszłyśmy do naszego celu. Usiadłyśmy na naszych łóżkach, przez chwilę się nie odzywając.
- Co Ty na to, żeby odwiedzić starych znajomych ? - zaproponowała Ludmiła, lekko się uśmiechając.
- Jasne ! Tak długo ich nie widziałyśmy... - odwzajemniłam uśmiech.
Od razu wstałyśmy i skierowałyśmy się do drzwi. Pierwszą osobą jaką chciałyśmy odwiedzić była Francesca. Nasza najlepsza przyjaciółka. Z tego co wiemy nadal ma ten sam pokój. Delikatnie zapukałam do drzwi, a następnie słyszą entuzjastyczne "proszę" weszłyśmy do środka.
- Viola ! Ludmiła ! - usłyszałyśmy zaraz na wejściu. Brunetka o długich i prostych włosach, pięknych oczach i idealnej sylwetce rzuciła się na nas. Mocno ją do siebie przytuliłam, to samo zrobiła też Lu. Dopiero po chwili rozmowy, zauważyłyśmy, że nie jest sama. Na łóżku postawionym w kącie siedział Leon ? Dziewczyna widząc nasze zdziwienie od razu zaczęła tłumaczyć.
- Ahh tak ! Zapomniałam. - zaśmiała się. - To mój brat. - uśmiechnęła się szeroko. Ja i Lu o mało nie padłyśmy. Czy dobrze zrozumiałam, że chłopak na którego wpadłam dwa razy, z którym tańczyłam, to brat mojej najlepszej przyjaciółki ze studiów ?
Chłopak podszedł do nas i wyciągnął jako pierwsze dłoń w moją stronę.
- Leon. - uśmiechnął się pokazując dołeczki.
- Violetta. - lekko podniosłam kąciki ust do góry i nie pewnie uścisnęłam jego dłoń. Tak samo było z Lu.
Fran wyciągnęła z szafki cztery kubki, Sprite, a do wcześniej wyciągniętej miseczki wsypała cebulowe czipsy. Siedziałyśmy u niej dobrą godzinę. I bardzo dużo się dowiedziałyśmy co się u niej ostatnio działo, jak wakacje i w ogóle. Leon, jej brat, będzie z nią mieszkał w jednym pokoju. A i jeszcze jedno najważniejsze ! W najbliższy piątek jest impreza. Taka jak co roku. W naszym ulubionym klubie. W pierwszy piątek roku szkolnego zawsze imprezę robimy w klubie, a pozostałe w naszych pokojach chyba, że namówimy nauczycieli. Wtedy robimy na sali gimnastycznej, albo na polu.
- Fran, my już będziemy lecieć.. - powiedziała Lu na równi ze mną. Zaśmiałyśmy się.
- Już ?
- Planowałyśmy jeszcze odwiedzić Naty. - uśmiechnęłam się.
- Ostrzegam. - uśmiechnęła się. - Nie jest sama.- My tylko się lekko zaśmiałyśmy i wyszłyśmy, kierując się w stronę pokoju naszej czarnowłosej przyjaciółki. Jak poprzednim razem, zanim weszłyśmy lekko zapukałam do drzwi. Nikt się nie odzywał. Ludmiła powtórzyła mój gest. Nadal cisza. Spojrzałam na Lu. Jej spojrzenie oznaczało, abym sprawdziła czy drzwi są otwarte. Wyciągnęłam rękę w stronę klamki i delikatnie ją chwyciłam i pociągnęłam w dół, co sprawiło, że drzwi lekko się uchyliły. Razem z blondynką weszłyśmy w głąb pokoju i to co zobaczyłyśmy totalnie wryło nas w ziemię. Zwłaszcza Lu. Na widok chłopaka z, którego spodni ścierała serwetką sok, całującego się z naszą najlepszą przyjaciółką, o mało nie zemdlała. Tylko się troszkę zachwiała. Oni, zajęci sobą nawet nie zauważyli, że weszłyśmy do pokoju. Kiedy się ocknęłam, dość głośno odchrząknęłam, co spowodowało, że para natychmiastowo się od siebie oderwała.
- Cześć Naty. - odezwałam się niemrawo.
- Dziewczyny ! Tak za wami tęskniłam. - Druga Fran. Od razu wstała z łóżka na, którym siedziała razem ze swoim chłopakiem ? Tak, raczej chłopakiem. Szybko do nas podeszła i rzuciła się na nas. Dość długo u niej przesiedziałyśmy. Prawie 2 godziny. Maxi - tak właśnie nazywa się chłopak Natalii - okazał się przyjacielem Leona. Podobno znają się od małego i razem z Szatynem przeprowadzili się z ich rodzinnego miasta do Buenos Aires na początku sierpnia. Są w naszym wieku. Brunet dużo opowiedział i o sobie i o Leonie. Z jego opowiadań stwierdzam, że Leon jest typem "niegrzecznego chłopca, który myśli, że może mieć wszystkie". Na początku miły, romantyczny, a potem lubi się zabawić.
Maxi jest na prawdę świetnym facetem i cieszę się, że Natalia na niego trafiła. Spędziłam z nim nie całe dwie godziny i już mogę powiedzieć, że jest moim przyjacielem.
Z uśmiechami na twarzach wyszłyśmy z pokoju naszych przyjaciół. W drodze do pokoju, wyciągnęłam telefon i zerknęłam na wyświetlacz. Dochodziła dwudziesta pierwsza. Dzisiejszy dzień był ... pełen wrażeń. Kiedy doszłyśmy do pokoju Ludmiła wpadła na pomysł, żeby dziewczyny przyszły do nas "na noc". U nas, w akademiku "na noc" oznacza "przyjdź na noc, ale wróć w nocy do swojego pokoju, żeby wyspać się na drugi dzień do szkoły". Tak więc, zadzwoniłyśmy do dziewczyn i już po około 15 minutach były u nas w pokoju. W piżamach. Z ciastkami, czipsami, żelkami i innymi różnymi słodyczami w rękach. Jakby u nas było tego mało. Dodatkowo Fran przyniosła butelkę czerwonego wina. Po pierwszej w nocy byłyśmy już lekko podpite. A połowa słodyczy zniknęła.
- Nawet nie wiecie jak się ucieszyłam kiedy zadzwoniłyście, żebym przyszła. Na prawdę, wolę być tu z wami niż z Leonem i jego dziewczyną. - mówiąc "dziewczyną" pokazała cudzysłów. A jej mina była jednoznaczna. Czyli jednak Maxi miał racje.
* Rano, piątek*
- Ludmiła ! Pośpiesz się ! - krzyknęłam próbując jakoś wejść do łazienki. Jakby walenie i kopanie w drzwi coś pomagało.
- No okej, już, już. - odezwała się blondynka, powoli wychodząc z łazienki. Wbiegłam do pomieszczenia jak poparzona. I w przeciwieństwie do Lu, ja siedziałam w łazience tylko 20 minut, a nie tak jak ona - 40. Gotowe wyszłyśmy z pokoju, zamykając go, a następnie ruszyłyśmy w stronę budynku w którym odbywają się zajęcia. Najpierw mam matematykę. Niestety Lu, jest w klasie 2b i ma troszkę inny plan zajęć. Kiedy zadzwonił dzwonek, pożegnałam się z blondynką i ruszyłam w stronę swojej klasy.
Siedziałam na swoim miejscu. Tym samym co w tamtym roku. Uczniowie jeszcze wchodzili do klasy. Wszedł też i On. Super. Będę mieć z nim zajęcia. Po tym co powiedziała w nocy Fran i po tym co opowiadał Maxi, niespecjalnie go polubiłam. Zaraz za nim wszedł nauczyciel. Jak na złość - tylko ja siedziałam sama. Nauczyciel kazał Leonowi usiąść ze mną. Świetnie...
Dziewczyny wraz ze swoimi walizkami stały pod domem szatynki. Czekały jeszcze tylko na Federico, który miał je zawieść do miasta, w którym mają studiować. Jest ono oddalone o około 200 km od Buenos Aires. Mieście w, którym mieszkają. Musiały dzisiaj wstać, bardzo, ale to bardzo wcześnie, aby zdążyć.
***
Po wstępie, uczniowie poszczególnych klas zebrali się w odpowiednich salach, gdzie wychowawca miał podać plan lekcji i trochę porozmawiać ze swoimi uczniami studiującymi na kierunku aktorstwa. W tym roku doszedł im jeden przedmiot. Matematyka. Według nauczycieli przyda im się on, dlatego go dodali. Żaden z uczniów nie był zachwycony tą informacją.- Moi drodzy uczniowie. Oprócz nowego przedmiotu, macie jeszcze nowego kolegę. Nazywa się Leon. - powiedział wychowawca. Chłopak wstał i osobiście się przedstawił. Obróciłam głowę w tamtą stronę i od razu szturchnęłam łokciem Ludmiłę siedzącą obok mnie.
- To On. - szepnęłam do niej.
- Kto ?
- Patrz tam. - powiedział szeptem i kiwnęłam głową w kierunku tego... no ... Leona. Swoją drogą całkiem ładne imię.
- Będzie się z nami uczył. To świetnie. Poznacie się bliżej i wiesz. Może się zaprzyjaźnicie.
- Przestań. - odezwałam się nieco głośniej, co usłyszał nauczyciel.
- Dziewczyny, porozmawiacie później. - powiedział spokojnie nauczyciel na co Ludmiła parsknęła śmiechem. Zwróciło to uwagę niektórych osób w tym też Jego. Patrzył na mnie tymi swoimi pięknymi oczami, które wyglądały niesamowicie w duecie z jego cudnym uśmiechem. Ludmiła miała sporo racji. Jest przystojny. I to bardzo.
Po skończonej przemowie nauczyciela rozeszliśmy się do swoich pokoi. Ja i Ludmiła szybko wypakowałyśmy swoje ciuchy i pochowałyśmy do szafy. Lekko zmęczone wypakowywaniem opadłyśmy bezwładnie na swoje łóżka.
- Co Ty na to, żeby iść na jakiś spacerek po mieście ? - zaproponowałam.
- Okej, czemu nie. - uśmiechnęła się do mnie.
Po około 15 minutach już byłyśmy gotowe. Równym krokiem wyszłyśmy z naszego pokoju, zamknęłyśmy na klucz i wyszłyśmy z budynku. Wspólnie przemierzałyśmy stare, lecz nadal urokliwe uliczki. Zabytkowe budynki, restauracje, hoteliki. Znalazłby się i nie jeden szalony klub nocny, jak i nie jedna spokojna biblioteka. Podziwiając uroki miasta, postanowiłyśmy odpocząć w pewnej kawiarence. Razem weszłyśmy do budynku, a następnie zajęłyśmy stolik. Czekając na mój truskawkowy shake i kawałek ciasta tiramisu, dokładnie przyjrzałam się temu miejscu. Na sali kilkanaście okrągłych, wysokich, białych stolików, a do nich po trzy wysokie, również białe krzesła z dopasowaną okrągłą kwiecistą poduszeczką. Na jednej z ścian była tapeta. Kwiecista, jak poduszki na krzesłach. A pozostałe trzy ściany miały kolor delikatnego beżu. Widniały na nich różnej tematyki obrazy. Na jednych koktajle, na innych ciasta, ciasteczka i tym podobne.
- Proszę, o to Wasze zamówienie. - powiedziała przyjemnym głosem kelnerka i postawiła na naszym stoliku zamówione przez nas jedzenie.
Kiedy wypiłyśmy shaki i zjadłyśmy nasze cista, postanowiłyśmy wracać do akademika. Wolnym krokiem, podeszłyśmy do kasy, gdzie zapłaciłyśmy, a następnie wyszłyśmy z lokalu. Ciągle rozmawiając i śmiejąc się doszłyśmy do naszego celu. Usiadłyśmy na naszych łóżkach, przez chwilę się nie odzywając.
- Co Ty na to, żeby odwiedzić starych znajomych ? - zaproponowała Ludmiła, lekko się uśmiechając.
- Jasne ! Tak długo ich nie widziałyśmy... - odwzajemniłam uśmiech.
Od razu wstałyśmy i skierowałyśmy się do drzwi. Pierwszą osobą jaką chciałyśmy odwiedzić była Francesca. Nasza najlepsza przyjaciółka. Z tego co wiemy nadal ma ten sam pokój. Delikatnie zapukałam do drzwi, a następnie słyszą entuzjastyczne "proszę" weszłyśmy do środka.
- Viola ! Ludmiła ! - usłyszałyśmy zaraz na wejściu. Brunetka o długich i prostych włosach, pięknych oczach i idealnej sylwetce rzuciła się na nas. Mocno ją do siebie przytuliłam, to samo zrobiła też Lu. Dopiero po chwili rozmowy, zauważyłyśmy, że nie jest sama. Na łóżku postawionym w kącie siedział Leon ? Dziewczyna widząc nasze zdziwienie od razu zaczęła tłumaczyć.
- Ahh tak ! Zapomniałam. - zaśmiała się. - To mój brat. - uśmiechnęła się szeroko. Ja i Lu o mało nie padłyśmy. Czy dobrze zrozumiałam, że chłopak na którego wpadłam dwa razy, z którym tańczyłam, to brat mojej najlepszej przyjaciółki ze studiów ?
Chłopak podszedł do nas i wyciągnął jako pierwsze dłoń w moją stronę.
- Leon. - uśmiechnął się pokazując dołeczki.
- Violetta. - lekko podniosłam kąciki ust do góry i nie pewnie uścisnęłam jego dłoń. Tak samo było z Lu.
Fran wyciągnęła z szafki cztery kubki, Sprite, a do wcześniej wyciągniętej miseczki wsypała cebulowe czipsy. Siedziałyśmy u niej dobrą godzinę. I bardzo dużo się dowiedziałyśmy co się u niej ostatnio działo, jak wakacje i w ogóle. Leon, jej brat, będzie z nią mieszkał w jednym pokoju. A i jeszcze jedno najważniejsze ! W najbliższy piątek jest impreza. Taka jak co roku. W naszym ulubionym klubie. W pierwszy piątek roku szkolnego zawsze imprezę robimy w klubie, a pozostałe w naszych pokojach chyba, że namówimy nauczycieli. Wtedy robimy na sali gimnastycznej, albo na polu.
- Fran, my już będziemy lecieć.. - powiedziała Lu na równi ze mną. Zaśmiałyśmy się.
- Już ?
- Planowałyśmy jeszcze odwiedzić Naty. - uśmiechnęłam się.
- Ostrzegam. - uśmiechnęła się. - Nie jest sama.- My tylko się lekko zaśmiałyśmy i wyszłyśmy, kierując się w stronę pokoju naszej czarnowłosej przyjaciółki. Jak poprzednim razem, zanim weszłyśmy lekko zapukałam do drzwi. Nikt się nie odzywał. Ludmiła powtórzyła mój gest. Nadal cisza. Spojrzałam na Lu. Jej spojrzenie oznaczało, abym sprawdziła czy drzwi są otwarte. Wyciągnęłam rękę w stronę klamki i delikatnie ją chwyciłam i pociągnęłam w dół, co sprawiło, że drzwi lekko się uchyliły. Razem z blondynką weszłyśmy w głąb pokoju i to co zobaczyłyśmy totalnie wryło nas w ziemię. Zwłaszcza Lu. Na widok chłopaka z, którego spodni ścierała serwetką sok, całującego się z naszą najlepszą przyjaciółką, o mało nie zemdlała. Tylko się troszkę zachwiała. Oni, zajęci sobą nawet nie zauważyli, że weszłyśmy do pokoju. Kiedy się ocknęłam, dość głośno odchrząknęłam, co spowodowało, że para natychmiastowo się od siebie oderwała.
- Cześć Naty. - odezwałam się niemrawo.
- Dziewczyny ! Tak za wami tęskniłam. - Druga Fran. Od razu wstała z łóżka na, którym siedziała razem ze swoim chłopakiem ? Tak, raczej chłopakiem. Szybko do nas podeszła i rzuciła się na nas. Dość długo u niej przesiedziałyśmy. Prawie 2 godziny. Maxi - tak właśnie nazywa się chłopak Natalii - okazał się przyjacielem Leona. Podobno znają się od małego i razem z Szatynem przeprowadzili się z ich rodzinnego miasta do Buenos Aires na początku sierpnia. Są w naszym wieku. Brunet dużo opowiedział i o sobie i o Leonie. Z jego opowiadań stwierdzam, że Leon jest typem "niegrzecznego chłopca, który myśli, że może mieć wszystkie". Na początku miły, romantyczny, a potem lubi się zabawić.
Maxi jest na prawdę świetnym facetem i cieszę się, że Natalia na niego trafiła. Spędziłam z nim nie całe dwie godziny i już mogę powiedzieć, że jest moim przyjacielem.
Z uśmiechami na twarzach wyszłyśmy z pokoju naszych przyjaciół. W drodze do pokoju, wyciągnęłam telefon i zerknęłam na wyświetlacz. Dochodziła dwudziesta pierwsza. Dzisiejszy dzień był ... pełen wrażeń. Kiedy doszłyśmy do pokoju Ludmiła wpadła na pomysł, żeby dziewczyny przyszły do nas "na noc". U nas, w akademiku "na noc" oznacza "przyjdź na noc, ale wróć w nocy do swojego pokoju, żeby wyspać się na drugi dzień do szkoły". Tak więc, zadzwoniłyśmy do dziewczyn i już po około 15 minutach były u nas w pokoju. W piżamach. Z ciastkami, czipsami, żelkami i innymi różnymi słodyczami w rękach. Jakby u nas było tego mało. Dodatkowo Fran przyniosła butelkę czerwonego wina. Po pierwszej w nocy byłyśmy już lekko podpite. A połowa słodyczy zniknęła.
- Nawet nie wiecie jak się ucieszyłam kiedy zadzwoniłyście, żebym przyszła. Na prawdę, wolę być tu z wami niż z Leonem i jego dziewczyną. - mówiąc "dziewczyną" pokazała cudzysłów. A jej mina była jednoznaczna. Czyli jednak Maxi miał racje.
* Rano, piątek*
- Ludmiła ! Pośpiesz się ! - krzyknęłam próbując jakoś wejść do łazienki. Jakby walenie i kopanie w drzwi coś pomagało.
- No okej, już, już. - odezwała się blondynka, powoli wychodząc z łazienki. Wbiegłam do pomieszczenia jak poparzona. I w przeciwieństwie do Lu, ja siedziałam w łazience tylko 20 minut, a nie tak jak ona - 40. Gotowe wyszłyśmy z pokoju, zamykając go, a następnie ruszyłyśmy w stronę budynku w którym odbywają się zajęcia. Najpierw mam matematykę. Niestety Lu, jest w klasie 2b i ma troszkę inny plan zajęć. Kiedy zadzwonił dzwonek, pożegnałam się z blondynką i ruszyłam w stronę swojej klasy.
Siedziałam na swoim miejscu. Tym samym co w tamtym roku. Uczniowie jeszcze wchodzili do klasy. Wszedł też i On. Super. Będę mieć z nim zajęcia. Po tym co powiedziała w nocy Fran i po tym co opowiadał Maxi, niespecjalnie go polubiłam. Zaraz za nim wszedł nauczyciel. Jak na złość - tylko ja siedziałam sama. Nauczyciel kazał Leonowi usiąść ze mną. Świetnie...
~*~
Bardzo was przepraszam, że tyle czekaliście na ten rozdział. Wiem, wiem. Nudny jest. Ale na początku niestety taki będzie. Ale już mam plan co by z tym zrobić ;)) I przepraszam, że taki krótki. Następne będą dłuższe, obiecuję :*
Dziękuje za ponad 400 wyświetleń ;33
Pozdro ;3
Suzy ♥
czwartek, 7 sierpnia 2014
Rozdział 02: Tańczysz ?
* tydzień później*
Violetta
Violetta
Sama nie wiem dlaczego dałam się na mówić Ludmile na zakupy. Nie mam ani trochę humoru. Ale teraz już jest za późno. Między innymi dlatego, że już czekam na nią pod Centrum Handlowym.
- Violetta ! - usłyszałam głos swojej przyjaciółki.
- Lu ! Nareszcie! Ile można czekać ?
- Ehh... musiałam po drodze wpaść do rodziców. Uparli się. Ale to mało ważne. Co u Ciebie ? - uśmiechnęła się.
- Po staremu .. A u Ciebie ? - zapytałam.
- W sumie ... to też. - uśmiechnęła się jeszcze szerzej jak to było w jej zwyczaju.
Po parogodzinnej wycieczce po sklepach byłyśmy padnięte, a na dodatek całe obładowane torbami. W końcu trzeba było zrobić zakupy zanim zamieszkamy w Akademiku. Już nie możemy doczekać się tych imprez !
Pomimo, że chodziłyśmy już tyle czasu to zostało nam jeszcze jedno piętro. Ale zanim na nie wyjedziemy postanowiłyśmy iść na kawę.
- Poprosimy dwa razy białą kawę. - powiedziała Lu do kelnerki, która podeszła do stolika przy, którym już siedziałyśmy.
Pogadałyśmy, wypiłyśmy kawę i po odpoczynku postanowiłyśmy iść dalej. Właśnie wyjeżdżamy ruchomymi schodami na ostatnie piętro.
- Te wakacje zleciały stanowczo za szybko. - zauważam.
- No dokładnie ! Wierzysz, już za 2 dni będziemy z powrotem Studentkami ? Ciężko uwierzyć, a przynajmniej mi ..
- Ehh.. nie tylko Tobie. - dojechałyśmy. Idziemy w stronę sklepu "House". Usłyszałyśmy jakiś dźwięk.
- To Twój ? - pyta Lu wskazując na wystający telefon z mojej torebki. Wciągam telefon. "Nowa wiadomość".
- Od Marco. Pyta czy nie poszłybyśmy dzisiaj do kina i mówi, żebym wyciągnęła ze sobą też Fede. Co myślisz ?
- Pewnie, że tak ! Zwłaszcza dlatego, że wyciągniesz jeszcze Federico. - uśmiechnęła się szeroko. No tak. Przecież ona jest w nim zakochana. On w niej też. Ale obydwoje boją się to powiedzieć. Bam ! Poczułam silne uderzenie w moje lewe ramię. I znowu upadłam. Dokładnie tak samo jak tydzień temu w restauracji. Powoli z pomocą Ludmiły wstałam. Popatrzyłam na osobę z, którą się zderzyłam i ... zamarłam. To ten sam chłopak co ostatnio.
- Przepraszam. Nic Ci nie jest ? - zapytał patrząc cały czas w moje oczy. Odebrało mi mowę. To jakieś żarty czy co ?
- Nie, wszystko w porządku. Ja też przepraszam. Zapatrzyłam się, znowu ... - ten się tylko uśmiechnął pokazując urocze dołeczki, i poszedł.
- Znowu ? - zapytała marszcząc brwi Lu.
- To był ten sam chłopak co ostatnio. Mówiłam Ci przecież jak to się zderzyłam z klientem, tak ? - pokiwała twierdząco głową. - To to był ten sam chłopak.
- Całkiem przystojny. - powiedziała blondynka, kiedy ja odpisywałam Marco na SMS-a. Postanowiłam odpuścić i po prostu milczałam.
Do domu wróciłam około 17. Byłam trochę zmęczona, ale przecież miałam iść jeszcze przecież do kina z przyjaciółmi. Prysznic i kawa postawią mnie na nogi, pomyślałam. Poszłam na górę do swojego pokoju. Wzięłam do ręki bieliznę i strój na wieczór, a następnie udałam się do łazienki. Weszłam do kabiny i puściłam ciepłą wodę. Włosy umyłam szamponem o zapachu malinowym, a w ciało wtarłam żel o aromacie wanilii. Po wyjściu z kabiny swoje ciało owinęłam w miękki niebieski ręcznik. Podłączyłam suszarkę do prądu i przy pomocy okrągłej szczotki suszyłam i układałam włosy. Następnie zrobiłam delikatny makijaż i wyszłam z łazienki. Siedząc w pokoju na łóżku przypomniało mi się, że muszę jeszcze zadzwonić do Federico. Chwyciłam telefon do ręki i wybrałam numer.
- Hej Violetta ! - usłyszałam.
- Cześć, masz może jakieś plany na wieczór ?
- Oprócz leniuchowania to nie.
- Więc o 19 widzę Cię u mnie. Idziemy do kina z Marco i Ludmiłą.- uśmiechnęłam się do siebie.
- Kusząca propozycja. W takim razie widzimy się za pół godziny.
- Do zobaczenia braciszku. - powiedziałam i nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się.
Zeszłam na dół do salonu i, żeby jakoś zabić czas włączyłam telewizor. Leciał jakiś głupi program. Oglądałam, oglądałam i wreszcie usłyszałam dzwonek do drzwi. Wzięłam po drodze torebkę i poszłam otworzyć. Stał w nich nikt inny jak Fede. Przywitałam się z nim, zamknęłam dom i podeszliśmy do samochodu. Brunet otworzył mi drzwi, obszedł auto dookoła po czym wsiadł na miejsce kierowcy. Po 20 minutach byliśmy na miejscu. Pod budynkiem czekają już na nas Lu i Marco. Razem wchodzimy do kina i wybieramy film, który chcemy obejrzeć. Stwierdziliśmy, że pójdziemy na komedię "Zła nauczycielka".
Cały wieczór zleciał w miłej atmosferze. Wszyscy się świetnie bawiliśmy. Po kinie wstąpiliśmy do jednej z knajpek, znajdującej się obok kina.
Było już tak późno, że razem z Lu postanowiłyśmy, że blondynka zostanie u mnie na noc. Pożyczyłam jej swoje drugie piżamy. Prawie całą noc przegadałyśmy, a przy towarzystwie alkoholu, byłyśmy jeszcze bardziej gadatliwe niż kiedykolwiek.
*Następnego dnia, ranek*
Kiedy się obudziłam, pierwsze co zrobiłam to wzrokiem starałam się odszukać mój telefon. Znalazłam. Lekko się podniosłam, by go dosięgnąć, ponieważ był na wyciągnięcie ręki. Mój delikatny ruch był błędem, między innymi dlatego, iż od razu przyłączył się wielki ból głowy. Złapałam się za obolałe miejsce i jęknęłam z bólu. Przekręciłam głowę na bok. Zauważyłam tam budzącą się Ludmiłę. Najpierw zastanawiam się skąd ona się tu wzięła, chwilę potem przypominam sobie wczorajszy wieczór. Kino, knajpka, Lu nocująca u mnie i litry alkoholu. Pomału wstałam z łóżka. Po pokoju walały się butelki. Dziewczyna również wstała i popatrzyła na mnie.
- Ostatnią noc wakacji trzeba było jakoś uczcić... Wiesz tak, żeby ją zapamiętać. - mówi i uśmiecha się koślawo.
- Nam się udało. - odpowiadam i wybuchamy śmiechem, czego zaraz potem żałujemy. Kac daje się we znaki.
- Wiesz może, idź weź prysznic, pożyczę Ci świeże ciuchy, a ja trochę tu posprzątam. - mówię po chwili.
- Dobra. - lekko się uśmiecha.
Podchodzę do szafy i wyciągam ciuchy dla Lu. Kiedy dziewczyna wychodzi z pokoju, ja powoli zaczynam ogarniać mój pokój. Po 20 minutach po butelkach nie było już ani śladu. Chwilę potem blondynka weszła do pokoju. Teraz to ja poszłam do łazienki, a ona przejęła sprzątanie. Będąc już w łazience zrzuciłam z siebie ubranie. Weszłam do kabiny i puściłam ciepłą wodę. Umyłam ciało i włosy, następnie wyszłam z kabiny. Ciało i włosy owinęłam ręcznikiem. Wysuszyłam włosy, ubrałam się, pomalowałam i udałam się do pokoju. Razem z Ludmiłą skończyłyśmy sprzątać. Zeszłyśmy na dół, do kuchni w celu zjedzenia śniadania. Nie byłyśmy za bardzo głodne więc wybrałyśmy mały jogurt z płatkami. Po małym śniadaniu wyszłyśmy z domu. Podeszłyśmy do mojego auta stojącego na podjeździe i do niego wsiadłyśmy. Paręnaście sekund później byłyśmy już w drodze do pracy.
- Pamiętasz ? Dzisiaj ma być zespół w restauracji. I moim zdaniem szef nieźle to wykombinował. Przecież do nas przychodzi dobre 90 procent nastolatków, młodych ludzi, a takich starych to pozostałe 10. - zaczęła blondynka kiedy byłyśmy w połowie drogi.
- Najlepsze jest to, że zrobił jeszcze miejsce na tańce ! - ucieszyłam się.
- Masz rację. - zaśmiała się.
- Jesteśmy na miejscu. - powiedział po kilku minutach ciszy.
Całe w skowronkach weszłyśmy do budynku, co zwróciło uwagę niektórych osób. Nie zwracając na to uwagi, udałyśmy się na zaplecze. Przebrałyśmy się w firmowe stroje i wpadłyśmy w wir pracy. Dopiero około godziny 15 nadszedł czas na naszą przerwę. Przebiegła ona bardzo szybko. Kiedy na dworze powoli zaczynało się ściemniać ludzie dopiero zaczynali się zbierać w lokalu. A na moje nieszczęście dzisiaj pracuję, aż do zamknięcia. W momencie kiedy nad tym rozmyślałam do budynku weszła spora grupa młodych ludzi - na moje oko, w moim wieku. Zajęli kanapę przy oknie. Jako kelnerka, szybkim krokiem podeszłam do stolika. Zanim się do końca zastanowili, zdążyłam prześledzić twarze wszystkich osób. Przyjaciele. A przynajmniej na takich wyglądali.
Zespół grał na prawdę świetne piosenki. Na parkiecie było coraz więcej ludzi. Lokal był pełny. Wszystkie stoliki zajęte. Co chwilę chodzę od stolika do stolika po kolejne zamówienie lub, żeby je zanieść. Byłam właśnie przy stoliku tej grupki przyjaciół, już po raz 4 dzisiaj. Zanosiłam im kolejne zamówienie. Stawiałam na stoliku drugi deser lodowy, który zamówili. Postawiłam kolejny. Stawiając czwarty usłyszałam gdy ktoś mówi do pozostałych : "Hej". Oni odpowiedzieli mu tym samym i już po chwili przy stoliku znalazła się kolejna osoba. Dyskretnie się jej przyjrzałam. To ten chłopak. Ostatnio dość często tu przychodzi. Sam lub z przyjaciółmi. Postawiłam piąty, ostatni pucharek z lodami i odeszłam. Odniosłam tackę do kuchni, a następnie oglądnęłam się dookoła czy nikt mnie nie woła, jako kelnerki. Nikt. Podeszłam więc do Marco. Tez nie miał nic do roboty, więc rozmawialiśmy, śmialiśmy się. W końcu postanowiliśmy wrócić do pracy. Odeszłam od swojego przyjaciela, i zmierzałam ku ladzie, przy której znajduje się kasa. Stała przy niej Ludmiła. Żeby tam dotrzeć musiałam przejść przez parkiet. Tańczyło bardzo dużo ludzi. Starałam się jakoś przecisnąć, choć trudno było. Byłam już prawie przy końcu, gdy poczułam jak ktoś łapie mnie za mój nadgarstek. Odwróciłam się i zobaczyłam ... Jego. Popatrzyłam na niego niezrozumiale.
- Tańczysz ? - spytał.
- Przykro mi, jestem w pracy. - uśmiechnęłam się. Wcale nie miałam ochoty na jakieś tańce z nieznajomym.
- Ale chyba możesz sobie na chwilę odpuścić. - to zdanie powiedział nie pytająco, ale twierdząco. Co mnie trochę wkurzyło.
- Niestety, nie. Przepraszam muszę wracać do pracy. - mówiłam nadal z uśmiechem, choć ten chłopak mnie już nieco irytował. Próbowałam się wyrwać z jego uścisku. Na marne. Trzymał zbyt mocno.
- Możesz mnie puścić ?
- Dopóki ze mną nie zatańczysz, nie puszczę Cię. - uśmiechnął się uwodzicielsko.
I co ja mam teraz zrobić ? Przecież nie zacznę krzyczeć. Muzyka gra zbyt głośno nawet, żebym tylko nieco głośniej zawołała Lu, która jest ode mnie zaledwie 5 kroków. Co tu robić, co tu robić? Pytałam siebie w myślach. Zatańczyć ? Idiotko ! Przecież nawet nie wiesz jak ma na imię. Byłam w kropce. Ale z daleka widać, że nie odpuści.
- Jedna piosenka.
- Tylko ? - zapytał z cwanym uśmieszkiem.
- Aż.
Ten się już nie odzywał tylko pociągnął mnie na środek pakietu. Złapał mnie za obie ręce, przysunął się dość blisko mnie i zaczął poruszać naszymi ciałami w rytm muzyki. Nawet mi się to podobało, ale tylko "nawet". Piosenka się skończyła, a ja gwałtownie się od niego odsunęłam. On natomiast szybko się do mnie przysunął, pocałował w policzek i z powrotem się odsunął.
- Dziękuje, za taniec. Świetnie tańczysz. - uśmiechnął się szeroko, co pozwoliło mi ujrzeć jego urocze dołeczki. Ja tylko się uśmiechnęłam i odeszłam. Od razu poszłam do mojej przyjaciółki, aby jej to wszystko opowiedzieć.
- Ten gościu jest jakiś nie tego... Wiesz ... - zaśmiała się, a ja razem z nią. - Ale pomimo tego niezłe z niego ciacho. - rozmarzyła się na co ja wybuchłam śmiechem. - No co ? A może zaprzeczysz ?
- Nie, nie zaprzeczę. - uśmiechnęłam się lekko.
- Popatrz, jaki mają zasyfiony stolik. Pójdę tam posprzątać. - powiedziała blondynka i szeroko się uśmiechnęła.
- Kto?
- No wiesz ... On. - ja tylko głośno westchnęłam i gestem dłoni pokazałam, żeby już poszła.
Dziewczyna z tacką w ręce ruszyła w stronę stolika. Byłam pewna, że zrobi coś głupiego. Ja to ona. Uważnie obserwowałam całą sytuację. Podeszła do stolika i zaczęła zbierać wszystkie szklanki, miseczki i papierki. Sięgała po ostatnią szklankę w, której znajdowało się jeszcze trochę napoju. I sama nie wiem jak ona to zrobiła, ale wylała to na średniego wzrostu bruneta, siedzącego obok Niego. Ta scena wyglądała przekomicznie, ponieważ ten chłopak wstał i zaczął coś na spokojnie mówić do blondyny, a ta z kolei kucnęła i zaczęła ścierać serwetką plamę powstałą na spodniach chłopaka. O mało nie wybuchnęłam śmiechem, powstrzymywało mnie tylko i wyłącznie to, że jestem w miejscu publicznym i moim zachowaniem mogłabym zwrócić na siebie uwagę klientów. Po paru minutach Ludmiła wróciła i zaczęłam wszystko po kolei opowiadać i gestykulować rękami. Ponownie o mało nie wybuchłam śmiechem. Kątem oka spojrzałam na stolik przy, którym odbyło się całe zdarzenie. Zauważyłam jak ten chłopak z, którym tańczyła mi się przygląda. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały natychmiast odwróciłam wzrok.
- Gapi się na Ciebie od kiedy skończyłaś z nim tańczyć. - wyszczerzyła się Ludmiła.
- Serio ? - spytałam z niedowierzaniem. Tak pokiwała tylko twierdząco głową.
Usłyszałyśmy charakterystyczny dźwięk zegara. Oznaczał on godzinę 23. Już za godzinę będę mogła iść do domu. Przyszykuję sobie ciuchy na jutrzejszy dzień, czyli rozpoczęcie roku szkolnego, wezmę szybki prysznic i pójdę spać. O tak. To doskonały plan.
- Ej, Viola, tamten stolik chce coś zamówić. Idź Ty. Ja już tam nie podchodzę. - słysząc słowa Lu zaśmiałam się, a następnie udałam się do owego stolika. Chwilę się jeszcze zastanawiali, aż w końcu zamówili i odeszłam od stolika. Parę minut później poszłam to zamówienie im zanieść.
Pozostała godzina do zamknięcia minęła bardzo szybko. Większość ludzi zaczęło wychodzić po dźwięku wydanym przez zegar. A ostatnimi ludźmi jacy wyszli z lokalu byli właśnie oni. Czteroosobowa grupa. Wyszli mniej więcej za dziesięć dwunasta. Ja i Ludmiła ogarnęłyśmy wszystkie stoliki i poszłyśmy się przebrać. Przebrane chwyciłyśmy swoje torebki i razem wyszłyśmy z budynku. Blondynka mieszkała około 14 domów przede mną. Gdy byłyśmy przy jej domu chwilę jeszcze porozmawiałyśmy i się pożegnałyśmy. Ja ruszyłam w dalszą drogę. Doszłam do swojego domu. Weszłam do środka i zaczęłam wykonywać plan, który sobie ułożyłam jeszcze w pracy. Strój na jutro. Szybki prysznic. Spanie.
Po 45 minutach już leżałam w łóżku. Byłam na tyle zmęczona, że od razu zasnęłam.
Pomimo, że chodziłyśmy już tyle czasu to zostało nam jeszcze jedno piętro. Ale zanim na nie wyjedziemy postanowiłyśmy iść na kawę.
- Poprosimy dwa razy białą kawę. - powiedziała Lu do kelnerki, która podeszła do stolika przy, którym już siedziałyśmy.
Pogadałyśmy, wypiłyśmy kawę i po odpoczynku postanowiłyśmy iść dalej. Właśnie wyjeżdżamy ruchomymi schodami na ostatnie piętro.
- Te wakacje zleciały stanowczo za szybko. - zauważam.
- No dokładnie ! Wierzysz, już za 2 dni będziemy z powrotem Studentkami ? Ciężko uwierzyć, a przynajmniej mi ..
- Ehh.. nie tylko Tobie. - dojechałyśmy. Idziemy w stronę sklepu "House". Usłyszałyśmy jakiś dźwięk.
- To Twój ? - pyta Lu wskazując na wystający telefon z mojej torebki. Wciągam telefon. "Nowa wiadomość".
- Od Marco. Pyta czy nie poszłybyśmy dzisiaj do kina i mówi, żebym wyciągnęła ze sobą też Fede. Co myślisz ?
- Pewnie, że tak ! Zwłaszcza dlatego, że wyciągniesz jeszcze Federico. - uśmiechnęła się szeroko. No tak. Przecież ona jest w nim zakochana. On w niej też. Ale obydwoje boją się to powiedzieć. Bam ! Poczułam silne uderzenie w moje lewe ramię. I znowu upadłam. Dokładnie tak samo jak tydzień temu w restauracji. Powoli z pomocą Ludmiły wstałam. Popatrzyłam na osobę z, którą się zderzyłam i ... zamarłam. To ten sam chłopak co ostatnio.
- Przepraszam. Nic Ci nie jest ? - zapytał patrząc cały czas w moje oczy. Odebrało mi mowę. To jakieś żarty czy co ?
- Nie, wszystko w porządku. Ja też przepraszam. Zapatrzyłam się, znowu ... - ten się tylko uśmiechnął pokazując urocze dołeczki, i poszedł.
- Znowu ? - zapytała marszcząc brwi Lu.
- To był ten sam chłopak co ostatnio. Mówiłam Ci przecież jak to się zderzyłam z klientem, tak ? - pokiwała twierdząco głową. - To to był ten sam chłopak.
- Całkiem przystojny. - powiedziała blondynka, kiedy ja odpisywałam Marco na SMS-a. Postanowiłam odpuścić i po prostu milczałam.
Do domu wróciłam około 17. Byłam trochę zmęczona, ale przecież miałam iść jeszcze przecież do kina z przyjaciółmi. Prysznic i kawa postawią mnie na nogi, pomyślałam. Poszłam na górę do swojego pokoju. Wzięłam do ręki bieliznę i strój na wieczór, a następnie udałam się do łazienki. Weszłam do kabiny i puściłam ciepłą wodę. Włosy umyłam szamponem o zapachu malinowym, a w ciało wtarłam żel o aromacie wanilii. Po wyjściu z kabiny swoje ciało owinęłam w miękki niebieski ręcznik. Podłączyłam suszarkę do prądu i przy pomocy okrągłej szczotki suszyłam i układałam włosy. Następnie zrobiłam delikatny makijaż i wyszłam z łazienki. Siedząc w pokoju na łóżku przypomniało mi się, że muszę jeszcze zadzwonić do Federico. Chwyciłam telefon do ręki i wybrałam numer.
- Hej Violetta ! - usłyszałam.
- Cześć, masz może jakieś plany na wieczór ?
- Oprócz leniuchowania to nie.
- Więc o 19 widzę Cię u mnie. Idziemy do kina z Marco i Ludmiłą.- uśmiechnęłam się do siebie.
- Kusząca propozycja. W takim razie widzimy się za pół godziny.
- Do zobaczenia braciszku. - powiedziałam i nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się.
Zeszłam na dół do salonu i, żeby jakoś zabić czas włączyłam telewizor. Leciał jakiś głupi program. Oglądałam, oglądałam i wreszcie usłyszałam dzwonek do drzwi. Wzięłam po drodze torebkę i poszłam otworzyć. Stał w nich nikt inny jak Fede. Przywitałam się z nim, zamknęłam dom i podeszliśmy do samochodu. Brunet otworzył mi drzwi, obszedł auto dookoła po czym wsiadł na miejsce kierowcy. Po 20 minutach byliśmy na miejscu. Pod budynkiem czekają już na nas Lu i Marco. Razem wchodzimy do kina i wybieramy film, który chcemy obejrzeć. Stwierdziliśmy, że pójdziemy na komedię "Zła nauczycielka".
Cały wieczór zleciał w miłej atmosferze. Wszyscy się świetnie bawiliśmy. Po kinie wstąpiliśmy do jednej z knajpek, znajdującej się obok kina.
Było już tak późno, że razem z Lu postanowiłyśmy, że blondynka zostanie u mnie na noc. Pożyczyłam jej swoje drugie piżamy. Prawie całą noc przegadałyśmy, a przy towarzystwie alkoholu, byłyśmy jeszcze bardziej gadatliwe niż kiedykolwiek.
*Następnego dnia, ranek*
Kiedy się obudziłam, pierwsze co zrobiłam to wzrokiem starałam się odszukać mój telefon. Znalazłam. Lekko się podniosłam, by go dosięgnąć, ponieważ był na wyciągnięcie ręki. Mój delikatny ruch był błędem, między innymi dlatego, iż od razu przyłączył się wielki ból głowy. Złapałam się za obolałe miejsce i jęknęłam z bólu. Przekręciłam głowę na bok. Zauważyłam tam budzącą się Ludmiłę. Najpierw zastanawiam się skąd ona się tu wzięła, chwilę potem przypominam sobie wczorajszy wieczór. Kino, knajpka, Lu nocująca u mnie i litry alkoholu. Pomału wstałam z łóżka. Po pokoju walały się butelki. Dziewczyna również wstała i popatrzyła na mnie.
- Ostatnią noc wakacji trzeba było jakoś uczcić... Wiesz tak, żeby ją zapamiętać. - mówi i uśmiecha się koślawo.
- Nam się udało. - odpowiadam i wybuchamy śmiechem, czego zaraz potem żałujemy. Kac daje się we znaki.
- Wiesz może, idź weź prysznic, pożyczę Ci świeże ciuchy, a ja trochę tu posprzątam. - mówię po chwili.
- Dobra. - lekko się uśmiecha.
Podchodzę do szafy i wyciągam ciuchy dla Lu. Kiedy dziewczyna wychodzi z pokoju, ja powoli zaczynam ogarniać mój pokój. Po 20 minutach po butelkach nie było już ani śladu. Chwilę potem blondynka weszła do pokoju. Teraz to ja poszłam do łazienki, a ona przejęła sprzątanie. Będąc już w łazience zrzuciłam z siebie ubranie. Weszłam do kabiny i puściłam ciepłą wodę. Umyłam ciało i włosy, następnie wyszłam z kabiny. Ciało i włosy owinęłam ręcznikiem. Wysuszyłam włosy, ubrałam się, pomalowałam i udałam się do pokoju. Razem z Ludmiłą skończyłyśmy sprzątać. Zeszłyśmy na dół, do kuchni w celu zjedzenia śniadania. Nie byłyśmy za bardzo głodne więc wybrałyśmy mały jogurt z płatkami. Po małym śniadaniu wyszłyśmy z domu. Podeszłyśmy do mojego auta stojącego na podjeździe i do niego wsiadłyśmy. Paręnaście sekund później byłyśmy już w drodze do pracy.
- Pamiętasz ? Dzisiaj ma być zespół w restauracji. I moim zdaniem szef nieźle to wykombinował. Przecież do nas przychodzi dobre 90 procent nastolatków, młodych ludzi, a takich starych to pozostałe 10. - zaczęła blondynka kiedy byłyśmy w połowie drogi.
- Najlepsze jest to, że zrobił jeszcze miejsce na tańce ! - ucieszyłam się.
- Masz rację. - zaśmiała się.
- Jesteśmy na miejscu. - powiedział po kilku minutach ciszy.
Całe w skowronkach weszłyśmy do budynku, co zwróciło uwagę niektórych osób. Nie zwracając na to uwagi, udałyśmy się na zaplecze. Przebrałyśmy się w firmowe stroje i wpadłyśmy w wir pracy. Dopiero około godziny 15 nadszedł czas na naszą przerwę. Przebiegła ona bardzo szybko. Kiedy na dworze powoli zaczynało się ściemniać ludzie dopiero zaczynali się zbierać w lokalu. A na moje nieszczęście dzisiaj pracuję, aż do zamknięcia. W momencie kiedy nad tym rozmyślałam do budynku weszła spora grupa młodych ludzi - na moje oko, w moim wieku. Zajęli kanapę przy oknie. Jako kelnerka, szybkim krokiem podeszłam do stolika. Zanim się do końca zastanowili, zdążyłam prześledzić twarze wszystkich osób. Przyjaciele. A przynajmniej na takich wyglądali.
Zespół grał na prawdę świetne piosenki. Na parkiecie było coraz więcej ludzi. Lokal był pełny. Wszystkie stoliki zajęte. Co chwilę chodzę od stolika do stolika po kolejne zamówienie lub, żeby je zanieść. Byłam właśnie przy stoliku tej grupki przyjaciół, już po raz 4 dzisiaj. Zanosiłam im kolejne zamówienie. Stawiałam na stoliku drugi deser lodowy, który zamówili. Postawiłam kolejny. Stawiając czwarty usłyszałam gdy ktoś mówi do pozostałych : "Hej". Oni odpowiedzieli mu tym samym i już po chwili przy stoliku znalazła się kolejna osoba. Dyskretnie się jej przyjrzałam. To ten chłopak. Ostatnio dość często tu przychodzi. Sam lub z przyjaciółmi. Postawiłam piąty, ostatni pucharek z lodami i odeszłam. Odniosłam tackę do kuchni, a następnie oglądnęłam się dookoła czy nikt mnie nie woła, jako kelnerki. Nikt. Podeszłam więc do Marco. Tez nie miał nic do roboty, więc rozmawialiśmy, śmialiśmy się. W końcu postanowiliśmy wrócić do pracy. Odeszłam od swojego przyjaciela, i zmierzałam ku ladzie, przy której znajduje się kasa. Stała przy niej Ludmiła. Żeby tam dotrzeć musiałam przejść przez parkiet. Tańczyło bardzo dużo ludzi. Starałam się jakoś przecisnąć, choć trudno było. Byłam już prawie przy końcu, gdy poczułam jak ktoś łapie mnie za mój nadgarstek. Odwróciłam się i zobaczyłam ... Jego. Popatrzyłam na niego niezrozumiale.
- Tańczysz ? - spytał.
- Przykro mi, jestem w pracy. - uśmiechnęłam się. Wcale nie miałam ochoty na jakieś tańce z nieznajomym.
- Ale chyba możesz sobie na chwilę odpuścić. - to zdanie powiedział nie pytająco, ale twierdząco. Co mnie trochę wkurzyło.
- Niestety, nie. Przepraszam muszę wracać do pracy. - mówiłam nadal z uśmiechem, choć ten chłopak mnie już nieco irytował. Próbowałam się wyrwać z jego uścisku. Na marne. Trzymał zbyt mocno.
- Możesz mnie puścić ?
- Dopóki ze mną nie zatańczysz, nie puszczę Cię. - uśmiechnął się uwodzicielsko.
I co ja mam teraz zrobić ? Przecież nie zacznę krzyczeć. Muzyka gra zbyt głośno nawet, żebym tylko nieco głośniej zawołała Lu, która jest ode mnie zaledwie 5 kroków. Co tu robić, co tu robić? Pytałam siebie w myślach. Zatańczyć ? Idiotko ! Przecież nawet nie wiesz jak ma na imię. Byłam w kropce. Ale z daleka widać, że nie odpuści.
- Jedna piosenka.
- Tylko ? - zapytał z cwanym uśmieszkiem.
- Aż.
Ten się już nie odzywał tylko pociągnął mnie na środek pakietu. Złapał mnie za obie ręce, przysunął się dość blisko mnie i zaczął poruszać naszymi ciałami w rytm muzyki. Nawet mi się to podobało, ale tylko "nawet". Piosenka się skończyła, a ja gwałtownie się od niego odsunęłam. On natomiast szybko się do mnie przysunął, pocałował w policzek i z powrotem się odsunął.
- Dziękuje, za taniec. Świetnie tańczysz. - uśmiechnął się szeroko, co pozwoliło mi ujrzeć jego urocze dołeczki. Ja tylko się uśmiechnęłam i odeszłam. Od razu poszłam do mojej przyjaciółki, aby jej to wszystko opowiedzieć.
- Ten gościu jest jakiś nie tego... Wiesz ... - zaśmiała się, a ja razem z nią. - Ale pomimo tego niezłe z niego ciacho. - rozmarzyła się na co ja wybuchłam śmiechem. - No co ? A może zaprzeczysz ?
- Nie, nie zaprzeczę. - uśmiechnęłam się lekko.
- Popatrz, jaki mają zasyfiony stolik. Pójdę tam posprzątać. - powiedziała blondynka i szeroko się uśmiechnęła.
- Kto?
- No wiesz ... On. - ja tylko głośno westchnęłam i gestem dłoni pokazałam, żeby już poszła.
Dziewczyna z tacką w ręce ruszyła w stronę stolika. Byłam pewna, że zrobi coś głupiego. Ja to ona. Uważnie obserwowałam całą sytuację. Podeszła do stolika i zaczęła zbierać wszystkie szklanki, miseczki i papierki. Sięgała po ostatnią szklankę w, której znajdowało się jeszcze trochę napoju. I sama nie wiem jak ona to zrobiła, ale wylała to na średniego wzrostu bruneta, siedzącego obok Niego. Ta scena wyglądała przekomicznie, ponieważ ten chłopak wstał i zaczął coś na spokojnie mówić do blondyny, a ta z kolei kucnęła i zaczęła ścierać serwetką plamę powstałą na spodniach chłopaka. O mało nie wybuchnęłam śmiechem, powstrzymywało mnie tylko i wyłącznie to, że jestem w miejscu publicznym i moim zachowaniem mogłabym zwrócić na siebie uwagę klientów. Po paru minutach Ludmiła wróciła i zaczęłam wszystko po kolei opowiadać i gestykulować rękami. Ponownie o mało nie wybuchłam śmiechem. Kątem oka spojrzałam na stolik przy, którym odbyło się całe zdarzenie. Zauważyłam jak ten chłopak z, którym tańczyła mi się przygląda. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały natychmiast odwróciłam wzrok.
- Gapi się na Ciebie od kiedy skończyłaś z nim tańczyć. - wyszczerzyła się Ludmiła.
- Serio ? - spytałam z niedowierzaniem. Tak pokiwała tylko twierdząco głową.
Usłyszałyśmy charakterystyczny dźwięk zegara. Oznaczał on godzinę 23. Już za godzinę będę mogła iść do domu. Przyszykuję sobie ciuchy na jutrzejszy dzień, czyli rozpoczęcie roku szkolnego, wezmę szybki prysznic i pójdę spać. O tak. To doskonały plan.
- Ej, Viola, tamten stolik chce coś zamówić. Idź Ty. Ja już tam nie podchodzę. - słysząc słowa Lu zaśmiałam się, a następnie udałam się do owego stolika. Chwilę się jeszcze zastanawiali, aż w końcu zamówili i odeszłam od stolika. Parę minut później poszłam to zamówienie im zanieść.
Pozostała godzina do zamknięcia minęła bardzo szybko. Większość ludzi zaczęło wychodzić po dźwięku wydanym przez zegar. A ostatnimi ludźmi jacy wyszli z lokalu byli właśnie oni. Czteroosobowa grupa. Wyszli mniej więcej za dziesięć dwunasta. Ja i Ludmiła ogarnęłyśmy wszystkie stoliki i poszłyśmy się przebrać. Przebrane chwyciłyśmy swoje torebki i razem wyszłyśmy z budynku. Blondynka mieszkała około 14 domów przede mną. Gdy byłyśmy przy jej domu chwilę jeszcze porozmawiałyśmy i się pożegnałyśmy. Ja ruszyłam w dalszą drogę. Doszłam do swojego domu. Weszłam do środka i zaczęłam wykonywać plan, który sobie ułożyłam jeszcze w pracy. Strój na jutro. Szybki prysznic. Spanie.
Po 45 minutach już leżałam w łóżku. Byłam na tyle zmęczona, że od razu zasnęłam.
~*~
Rozdział 2 w waszych rękach ^^
Nie było 5 komów pod tamtym ;< Ale cóż .. Dodaję ;)
Proszę, jeśli czytacie to dajcie komentarz !;3 Nawet jeśli to jedno słowo. Nic tak nie motywuje, jak wasza ocena ;))
Pozderki :*
Suzy ♥
piątek, 25 lipca 2014
Rozdział 01:Bukiet białych róż
Promienie słoneczne przedzierające się przez zasłony delikatnie muskały twarz 22-latki. Szatynka słysząc melodię wydobywającą się z jej telefonu oznaczającą, że czas wstawać, przeciągnęła się. Powoli otworzyła oczy, a następnie je przetarła. Leżała jeszcze kilka minut po czym leniwie wstała z łóżka. Wzięła ubrania z garderoby oraz bieliznę i udała się do łazienki. Tam się przebrała w krótkie dżinsowe spodenki z wysokim stanem, białą bluzkę z napisem "#summer", a na to dżinsową kurtkę z podwijanymi rękawami. Piżamę położyła na jednej z półek znajdującej się tam szafy. Chwyciła do ręki tusz do rzęs i powolnymi ruchami upiększała swoje rzęsy. Użyła również eye-linera i delikatnego czarnego cienia do powiek. Zadowolona z efektu swojego wyglądu, wyszła z łazienki i zeszła na dół, by zjeść śniadanie. Pojedzona, chwyciła brązową torebkę z ozdobnymi ćwiekami i wyszła z domu. Zakluczyła go i spacerkiem szła do pracy. Gdy jest ładna pogoda Violetta wychodzi 30 minut wcześniej z domu i idzie pieszo przez park, który tak bardzo lubi.
Tego dnia w restauracji był duży tłok. Dziesiątki ludzi to wchodziły to wychodziły. A Violetta tylko latała to od stolika to do kuchni, by poinformować o zamówieniu, to do kolejnego stolika i tak w kółko. Dopiero około godziny 16 się to trochę uspokoiło. Wiele dorosłych ludzi już wyszło. Głównie dlatego, że restauracja jest kilka metrów od wysokiego wieżowca w,którym jest dużo różnej kategorii firm.
Szatynka właśnie siedziała wraz ze swoją przyjaciółką Ludmiłą na zapleczu. Miały przerwę.
- To jak - zaczęła szatynka - znalazłaś już tego swojego księcia z bajki ? - zaśmiały się.
- Jeszcze nie, ale dobrze wiesz, kogo mam na oku - uśmiechnęła się promiennie. - A jak u Ciebie ? Znalazłaś sobie wreszcie kogoś ?
- Ehh ... Dobrze wiesz, jakie mam zdanie na temat "miłości". - pokazała cudzysłów. - To nie dla mnie. Wiesz jak było ostatnio. Dlatego właśnie nienawidzę białych róż ...
Zadzwonił około 14 i poprosił o spotkanie. Mówił, że dla niego to bardzo ważne. Byliśmy ze sobą 2 lata. Może chce zrobić kolejny krok, dlatego jest to dla niego takie ważne, pomyślałam. Zgodziłam się od razu jak o tym pomyślałam. Powiedział, żebyśmy spotkali się u mnie. Około godziny 18 usłyszałam dzwonek. Pobiegłam do drzwi. Otworzyłam i ujrzałam Diego. Ubrany w lekko obcisłe czarne spodnie, biały podkoszulek i skórzaną kurtkę. Taki właśnie był jego styl. Miał lekko po żelowane włosy, a w ręku trzymał bukiet białych róż. Zdziwiłam się na widok takie koloru, nigdy mi takich nie dawał.
Usiedliśmy na kanapie w salonie. Do lampek nalałam wino, a na małym stoliku stojącym przed kanapą ustawiłam świeczkę. Światło było zgaszone. Świeciła się tylko świeczka i wysoka lampa stojąca w kącie, co nadawało pomieszczeniu romantyczny nastrój. Na kanapie siedzieliśmy bokiem, aby móc spojrzeć sobie w oczy. Z jego oczu nic nie mogłam wyczytać. Nie mogłam zauważyć tej miłości, której jeszcze jakiś czas temu widziałam nadmiar.
- Violetto ... - przerwał, jakby zastanawiał się na tym co chce powiedzieć - Ja ... trudno mi o tym mówi ...
- Po prostu powiedz co czujesz. - uśmiechnęłam się do niego.
- Jja ... jja z Tobą zrywam. - powiedział ledwo słyszalnie. Jednak ja to słyszałam. W mojej głowie te słowa odbijały się niczym echo. Popatrzyłam na niego. Widać było po nim ulgę. Zaraz moment ! Ulgę ?! Widocznie męczył się ze mną od dłuższego czasu, a ja głupia zakochana w nim nawet tego nie zauważyłam... Spojrzałam na białe róże. Już wiadomo dlaczego białe,a nie czerwone ...
- Wyjdź ... - szepnęłam po chwili. Po policzku spływało coraz więcej łez. - Wyjdź ... ! - zebrałam się w sobie i krzyknęłam. - Wyjdź nie chce Cię więcej widzieć ! - zaczęłam krzyczeć. Podeszłam do wazonu w , którym stały owe kwiaty, zamachnęłam się i z całej siły w niego rzuciłam. Na moje szczęście jedna z róż miała ostrzejsze kolce od innych i lekko rozcięła jego policzek. Ten podniósł je z podłogi wyszedł bez słowa. Byłam załamana. Poszłam do łazienki. Wyciągnęłam opakowanie żyletek i różne tabletki, bo co teraz innego mogłam ze sobą zrobić? Siedzieć na kanapie, wpatrując się w jego zdjęcie i pytać samej siebie co zrobiłam źle ? To on teraz powinien żałować ...
Usiadłam pod wanną i zrobiłam jedną kreskę na moim nadgarstku. Nawet nie bolało. Może tylko wtedy kiedy moje słone łzy czasem spadły na ranę. Łyknęłam kilka tabletek. Potem kolejna krecha. Znowu tabletki. A potem ... ciemność.
Obudziłam się w białej sali. Na krześle obok łóżka na którym leżałam siedział Fede.
- Violetta ! Violetta ! - moja przyjaciółka zaczęła pstrykać palcami przed moją twarzą, a ja uświadomiłam sobie, że przed chwilą wspomniałam najgorszy moment mojego życia. A miałam zapomnieć. Po moim poliku spłynęła pojedyncza łza. Nie więcej, bo na więcej nie pozwoliłam. - Violetta ? Wszystko w porządku ? - zapytała troskliwie.
Ja tylko lekko pokiwałam przecząco głową. Ona już się domyślała. Bez słowa przytuliła mnie.
- Dziewczyny koniec przerwy - oznajmił barman wchodzący na zaplecze. Powoli wstałam z kanapy na, której siedziałam. Ludmiła uczyniła to samo.
I znów to samo. Przyjąć zamówienie, podać zamówienie. Stałam za ladą przy, której można było zamówić drinki. Rozmawiałam z moim dobrym przyjacielem z pracy - Marco. Staliśmy i się śmialiśmy. Jednak w momencie gdy do pomieszczenia wszedł chłopak, który trzymał białe różę i jednocześnie trzymał dziewczynę za rękę znowu to wspomnie przeszło mi przed oczami. Tym razem nie płakałam. Nie. Choć raz się powstrzymałam.
Do końca mojej zmiany zostało nie całe 40 minut. Na reszcie stąd pójdę. Pójdę do domu. Tam zatopię swoje smutki w winie. Zawsze pomagało, pomoże i tym razem. Mam nadzieję ...
Cały czas teraz chodzę nieobecna. Już nie chodzę taka uśmiechnięta jak przed południem. Jedno głupie wspomnienie, a ja już się załamuję. Nie ! Muszę być silna. Muszę. Zrobię to dla siebie. Nie dla kogoś tylko po prostu dla siebie. Muszę się raz na zawsze pozbierać. Zamknąć gdzieś to wspomnienie i wyrzucić klucz. Tylko pytanie czy mi się to uda. Ehh ... do końca mojej zmiany jeszcze dobre pół godziny, pomyślałam patrząc na zegar. I nie potrzebnie się tam patrzyłam. Dlaczego ? Zderzyłam się z kimś. A na dodatek upadłam na podłogę. Wysoki szatyn o szmaragdowych oczach miał nieco więcej równowagi niż ja, dzięki czemu nie upadł. Chłopak wyciągnął rękę ku mnie,a by pomóc mi wstać. Nie pewnie ją chwyciłam, a on podciągnął mnie i już po paru sekundach stabilnie stałam.
- Przepraszam .. - powiedziałam patrząc na niego. Wiem, jakie skutki przyniesie moja nieuwaga. Zacznie się ze mną kłócić, krzyczeć,a na koniec pójdzie do szefa i dostane opieprz. Jak każdy, który zderzy się z klientem. Już się do tego przyzwyczaiłam. Tylko, że teraz zdziwiło mnie to, że chłopak pomógł mi wstać. Na prawdę coś ! Przeważnie po takim upadku jestem gdzieniegdzie poobijana od spotkania z podłogą i ciężko mi wtedy wstać.
- Nie ma za co. - uśmiechnął się promiennie. Zaraz, zaraz ! Nie zaczął krzyczeć. Nie zrobił awantury. Dzisiaj jakiś Dzień Dobroci dla Zwierząt czy co ?
- Nic Ci nie jest ? - no nie mogę. Nie dość, że mnie nie obwinia to jeszcze pyta czy mi nic nie jest. Yhym ! Kto by pomyślał.
- Nie ... Raczej nie. - powiedziałam trochę pewniej. - Na prawdę przepraszam. Zapatrzyłam się .. - specjalnie patrzyłam po ścianach, by uniknąć spotkania naszych spojrzeń. Wiem, że on cały czas się na mnie patrzył. Czułam to.
- Na prawdę nie musisz przepraszać. To chyba ja powinienem przeprosić. Też mógłbym trochę uważać. - powiedział co mnie kompletnie zamurowało. Nie chciałam drążyć dalej jakże tej ciekawej konwersacji, więc postanowiłam ją zakończyć.
- Przepraszam, muszę wracać do pracy. - uśmiechnęłam się blado i odeszłam.
Ponownie stanęłam przy stoisku z drinkami obok mojego przyjaciela. Zaczęliśmy obgadywać wszystkich klientów. Nie no my to po prostu uwielbiamy ! Każdego po kolei. A na końcu nasz wzrok skupił się na ostatnim stoliku. Siedział przy nim On. Chłopak z którym się zderzyłam. Postanowiłam opowiedzieć Marco całą historię. Kiedy skończyłam ten wybuchł śmiechem.
- Przestań ! Ludzie się patrzą. - z wielkim uśmiechem na ustach szturchnęłam go łokciem w brzuch.
Do budynku weszła jakaś dziewczyna. Marco zaczął ją obgadywać już gdy stała na progu restauracji. Podeszła do stolika Tego chłopaka i pocałowało go w usta na powitanie. Ah tak ! Jestem kelnerką. Muszę iść przyjąć zamówienie, choć wolałabym zostać z moim przyjacielem i jeszcze po obgadywać co niektórych. Podeszłam do stolika.
- Dzień dobry. Co podać ? - uśmiechnęłam się lekko.
- Poprosimy dwa razy Latte Macchiato oraz dwa kawałki szarlotki z lodami. -odezwał się szatyn i również się do mnie uśmiechnął.
Szybkim krokiem odeszłam od stolika i udałam się do kuchni. Oddałam zamówienie kucharzowi. Usłyszałam charakterystyczny dźwięk zegara oznaczający pełną godzinę. Nareszcie ! Mogę wreszcie iść do domu. Przebrałam się w swoje ciuchy. Złapałam torebkę pożegnałam się z Lu i wyszłam z kuchni. Podeszłam jeszcze do Marco, ucałowałam go w policzek.
- Lecę, do zobaczenia jutro. - powiedziałam.
- Do zobaczenia Violu. - uśmiechnął się.
Gdy wróciłam do domu byłam padnięta. Wzięłam szybki prysznic i poszłam do kuchni w celu zjedzenia kolacji. Gofry będą idealne. Po skończeniu przygotowywania posiłku wzięłam go razem ze sobą i udałam się do salonu. Włączyłam telewizor. Właśnie leciał film, który miałam zamiar oglądnąć. Trzy metry nad niebem. Około godziny 21 poszłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku i włączyłam laptopa. Ludmiła była dostępna na Skypie. Zadzwonię, pomyślałam. I tak też zrobiłam. Opowiedziałam o tym co mi się dzisiaj przydarzyło. Rozmawiałyśmy do 2 w nocy. I w końcu uznałyśmy, że czas spać. Odłożyłam laptopa i po chwili usnęłam.
Tego dnia w restauracji był duży tłok. Dziesiątki ludzi to wchodziły to wychodziły. A Violetta tylko latała to od stolika to do kuchni, by poinformować o zamówieniu, to do kolejnego stolika i tak w kółko. Dopiero około godziny 16 się to trochę uspokoiło. Wiele dorosłych ludzi już wyszło. Głównie dlatego, że restauracja jest kilka metrów od wysokiego wieżowca w,którym jest dużo różnej kategorii firm.
Szatynka właśnie siedziała wraz ze swoją przyjaciółką Ludmiłą na zapleczu. Miały przerwę.
- To jak - zaczęła szatynka - znalazłaś już tego swojego księcia z bajki ? - zaśmiały się.
- Jeszcze nie, ale dobrze wiesz, kogo mam na oku - uśmiechnęła się promiennie. - A jak u Ciebie ? Znalazłaś sobie wreszcie kogoś ?
- Ehh ... Dobrze wiesz, jakie mam zdanie na temat "miłości". - pokazała cudzysłów. - To nie dla mnie. Wiesz jak było ostatnio. Dlatego właśnie nienawidzę białych róż ...
Zadzwonił około 14 i poprosił o spotkanie. Mówił, że dla niego to bardzo ważne. Byliśmy ze sobą 2 lata. Może chce zrobić kolejny krok, dlatego jest to dla niego takie ważne, pomyślałam. Zgodziłam się od razu jak o tym pomyślałam. Powiedział, żebyśmy spotkali się u mnie. Około godziny 18 usłyszałam dzwonek. Pobiegłam do drzwi. Otworzyłam i ujrzałam Diego. Ubrany w lekko obcisłe czarne spodnie, biały podkoszulek i skórzaną kurtkę. Taki właśnie był jego styl. Miał lekko po żelowane włosy, a w ręku trzymał bukiet białych róż. Zdziwiłam się na widok takie koloru, nigdy mi takich nie dawał.
Usiedliśmy na kanapie w salonie. Do lampek nalałam wino, a na małym stoliku stojącym przed kanapą ustawiłam świeczkę. Światło było zgaszone. Świeciła się tylko świeczka i wysoka lampa stojąca w kącie, co nadawało pomieszczeniu romantyczny nastrój. Na kanapie siedzieliśmy bokiem, aby móc spojrzeć sobie w oczy. Z jego oczu nic nie mogłam wyczytać. Nie mogłam zauważyć tej miłości, której jeszcze jakiś czas temu widziałam nadmiar.
- Violetto ... - przerwał, jakby zastanawiał się na tym co chce powiedzieć - Ja ... trudno mi o tym mówi ...
- Po prostu powiedz co czujesz. - uśmiechnęłam się do niego.
- Jja ... jja z Tobą zrywam. - powiedział ledwo słyszalnie. Jednak ja to słyszałam. W mojej głowie te słowa odbijały się niczym echo. Popatrzyłam na niego. Widać było po nim ulgę. Zaraz moment ! Ulgę ?! Widocznie męczył się ze mną od dłuższego czasu, a ja głupia zakochana w nim nawet tego nie zauważyłam... Spojrzałam na białe róże. Już wiadomo dlaczego białe,a nie czerwone ...
- Wyjdź ... - szepnęłam po chwili. Po policzku spływało coraz więcej łez. - Wyjdź ... ! - zebrałam się w sobie i krzyknęłam. - Wyjdź nie chce Cię więcej widzieć ! - zaczęłam krzyczeć. Podeszłam do wazonu w , którym stały owe kwiaty, zamachnęłam się i z całej siły w niego rzuciłam. Na moje szczęście jedna z róż miała ostrzejsze kolce od innych i lekko rozcięła jego policzek. Ten podniósł je z podłogi wyszedł bez słowa. Byłam załamana. Poszłam do łazienki. Wyciągnęłam opakowanie żyletek i różne tabletki, bo co teraz innego mogłam ze sobą zrobić? Siedzieć na kanapie, wpatrując się w jego zdjęcie i pytać samej siebie co zrobiłam źle ? To on teraz powinien żałować ...
Usiadłam pod wanną i zrobiłam jedną kreskę na moim nadgarstku. Nawet nie bolało. Może tylko wtedy kiedy moje słone łzy czasem spadły na ranę. Łyknęłam kilka tabletek. Potem kolejna krecha. Znowu tabletki. A potem ... ciemność.
Obudziłam się w białej sali. Na krześle obok łóżka na którym leżałam siedział Fede.
- Violetta ! Violetta ! - moja przyjaciółka zaczęła pstrykać palcami przed moją twarzą, a ja uświadomiłam sobie, że przed chwilą wspomniałam najgorszy moment mojego życia. A miałam zapomnieć. Po moim poliku spłynęła pojedyncza łza. Nie więcej, bo na więcej nie pozwoliłam. - Violetta ? Wszystko w porządku ? - zapytała troskliwie.
Ja tylko lekko pokiwałam przecząco głową. Ona już się domyślała. Bez słowa przytuliła mnie.
- Dziewczyny koniec przerwy - oznajmił barman wchodzący na zaplecze. Powoli wstałam z kanapy na, której siedziałam. Ludmiła uczyniła to samo.
I znów to samo. Przyjąć zamówienie, podać zamówienie. Stałam za ladą przy, której można było zamówić drinki. Rozmawiałam z moim dobrym przyjacielem z pracy - Marco. Staliśmy i się śmialiśmy. Jednak w momencie gdy do pomieszczenia wszedł chłopak, który trzymał białe różę i jednocześnie trzymał dziewczynę za rękę znowu to wspomnie przeszło mi przed oczami. Tym razem nie płakałam. Nie. Choć raz się powstrzymałam.
Do końca mojej zmiany zostało nie całe 40 minut. Na reszcie stąd pójdę. Pójdę do domu. Tam zatopię swoje smutki w winie. Zawsze pomagało, pomoże i tym razem. Mam nadzieję ...
Cały czas teraz chodzę nieobecna. Już nie chodzę taka uśmiechnięta jak przed południem. Jedno głupie wspomnienie, a ja już się załamuję. Nie ! Muszę być silna. Muszę. Zrobię to dla siebie. Nie dla kogoś tylko po prostu dla siebie. Muszę się raz na zawsze pozbierać. Zamknąć gdzieś to wspomnienie i wyrzucić klucz. Tylko pytanie czy mi się to uda. Ehh ... do końca mojej zmiany jeszcze dobre pół godziny, pomyślałam patrząc na zegar. I nie potrzebnie się tam patrzyłam. Dlaczego ? Zderzyłam się z kimś. A na dodatek upadłam na podłogę. Wysoki szatyn o szmaragdowych oczach miał nieco więcej równowagi niż ja, dzięki czemu nie upadł. Chłopak wyciągnął rękę ku mnie,a by pomóc mi wstać. Nie pewnie ją chwyciłam, a on podciągnął mnie i już po paru sekundach stabilnie stałam.
- Przepraszam .. - powiedziałam patrząc na niego. Wiem, jakie skutki przyniesie moja nieuwaga. Zacznie się ze mną kłócić, krzyczeć,a na koniec pójdzie do szefa i dostane opieprz. Jak każdy, który zderzy się z klientem. Już się do tego przyzwyczaiłam. Tylko, że teraz zdziwiło mnie to, że chłopak pomógł mi wstać. Na prawdę coś ! Przeważnie po takim upadku jestem gdzieniegdzie poobijana od spotkania z podłogą i ciężko mi wtedy wstać.
- Nie ma za co. - uśmiechnął się promiennie. Zaraz, zaraz ! Nie zaczął krzyczeć. Nie zrobił awantury. Dzisiaj jakiś Dzień Dobroci dla Zwierząt czy co ?
- Nic Ci nie jest ? - no nie mogę. Nie dość, że mnie nie obwinia to jeszcze pyta czy mi nic nie jest. Yhym ! Kto by pomyślał.
- Nie ... Raczej nie. - powiedziałam trochę pewniej. - Na prawdę przepraszam. Zapatrzyłam się .. - specjalnie patrzyłam po ścianach, by uniknąć spotkania naszych spojrzeń. Wiem, że on cały czas się na mnie patrzył. Czułam to.
- Na prawdę nie musisz przepraszać. To chyba ja powinienem przeprosić. Też mógłbym trochę uważać. - powiedział co mnie kompletnie zamurowało. Nie chciałam drążyć dalej jakże tej ciekawej konwersacji, więc postanowiłam ją zakończyć.
- Przepraszam, muszę wracać do pracy. - uśmiechnęłam się blado i odeszłam.
Ponownie stanęłam przy stoisku z drinkami obok mojego przyjaciela. Zaczęliśmy obgadywać wszystkich klientów. Nie no my to po prostu uwielbiamy ! Każdego po kolei. A na końcu nasz wzrok skupił się na ostatnim stoliku. Siedział przy nim On. Chłopak z którym się zderzyłam. Postanowiłam opowiedzieć Marco całą historię. Kiedy skończyłam ten wybuchł śmiechem.
- Przestań ! Ludzie się patrzą. - z wielkim uśmiechem na ustach szturchnęłam go łokciem w brzuch.
Do budynku weszła jakaś dziewczyna. Marco zaczął ją obgadywać już gdy stała na progu restauracji. Podeszła do stolika Tego chłopaka i pocałowało go w usta na powitanie. Ah tak ! Jestem kelnerką. Muszę iść przyjąć zamówienie, choć wolałabym zostać z moim przyjacielem i jeszcze po obgadywać co niektórych. Podeszłam do stolika.
- Dzień dobry. Co podać ? - uśmiechnęłam się lekko.
- Poprosimy dwa razy Latte Macchiato oraz dwa kawałki szarlotki z lodami. -odezwał się szatyn i również się do mnie uśmiechnął.
Szybkim krokiem odeszłam od stolika i udałam się do kuchni. Oddałam zamówienie kucharzowi. Usłyszałam charakterystyczny dźwięk zegara oznaczający pełną godzinę. Nareszcie ! Mogę wreszcie iść do domu. Przebrałam się w swoje ciuchy. Złapałam torebkę pożegnałam się z Lu i wyszłam z kuchni. Podeszłam jeszcze do Marco, ucałowałam go w policzek.
- Lecę, do zobaczenia jutro. - powiedziałam.
- Do zobaczenia Violu. - uśmiechnął się.
Gdy wróciłam do domu byłam padnięta. Wzięłam szybki prysznic i poszłam do kuchni w celu zjedzenia kolacji. Gofry będą idealne. Po skończeniu przygotowywania posiłku wzięłam go razem ze sobą i udałam się do salonu. Włączyłam telewizor. Właśnie leciał film, który miałam zamiar oglądnąć. Trzy metry nad niebem. Około godziny 21 poszłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku i włączyłam laptopa. Ludmiła była dostępna na Skypie. Zadzwonię, pomyślałam. I tak też zrobiłam. Opowiedziałam o tym co mi się dzisiaj przydarzyło. Rozmawiałyśmy do 2 w nocy. I w końcu uznałyśmy, że czas spać. Odłożyłam laptopa i po chwili usnęłam.
~*~
Jest i pierwszy rozdział !;3 Dziękuję Madzi ♥ Wena mi nie doskwierała, ale dzięki niej w końcu przyszła !;)
Proszę o szczere opinie ^^ Zapraszam was do komentowania ♥
Kocham was ;* I dziękuję za 2 komy pod prologiem ;)
Suzy ♥
czwartek, 24 lipca 2014
Prolog
Sierpień. Wakacje jeszcze trwają, choć powoli biegną ku końcowi. Jedni się cieszą, inni się smucą. Szatynka o czekoladowych oczach, wspaniałej figurze i uroczym charakterze zdecydowanie należy do tej drugiej grupy. Czemu ? Znów wstawanie rano. Szybkie śniadanie potem pędem na wykłady. Tak, dziewczyna uczęszcza na studia. Po wakacjach będzie drugi rok. A na wakacjach pomimo tego, że to jedyny dłuższy wolny czas w roku, idzie do pracy. Dobrze przeczytaliście. Pomimo tego, że pieniędzy nigdy jej nie brakowało, dziewczyna pracuje. Chce, żeby rodzice wiedzieli, że potrafi zdziałać coś sama, potrafi na siebie zarabiać. Pracuje w jednej z restauracji Buenos Aires. Jako kelnerka. Teraz pewnie myślicie, że zarabia krocie, ale tu się jednak mylicie. Zarabia dość dużo jak na zwykłą dziewczynę, która tylko przyjmuje i podaje zamówienia. Ma swój własny dom. Połowę dołożyli jej rodzice. Również połowę dokładają do jej rachunków, aby za resztę swojej pensji mogła sobie coś jeszcze kupić.
Violetta bardzo się stara. Bardzo dobrze się uczy. Jest równie świetną pracownicą. Wzorową córką oraz wspaniałą siostrą. Dla jej starszego brata, Federica szatynka byłaby w stanie zrobić wszystko. Bardzo go kocha, może mu zaufać i mieć w nim oparcie.
Pod tym kruchym ciałem mieści się również pula uczuć. Po jej ostatnim związku dziewczyna była załamana. Chłopak zerwał z nią dla jej koleżanki z pracy, która po tym całym wydarzeniu zwolniła się. Była w tak ciężkim stanie, że zaczęła się ciąć. Jej brat starał się jak tylko mógł by ukochana siostra ponownie stanęła na nogi. W końcu mu się to udało, ale czy na pewno do końca ?
~*~
I mamy prolog !;) Według mnie jest ... beznadziejny.
Ale czekam na wasze opinie ;*
Pozdro ;3
Suzy ^^
Subskrybuj:
Posty (Atom)