niedziela, 31 sierpnia 2014

Rozdział 04: Cześć.

Słońce powoli kierowało się ku górze. Uchylone okna sprawiały, że w pomieszczeniu nie było duszno. Nauczyciel na spokojnie zaczął swoją lekcję. Tłumaczył, rozrysowywał wszystko co mówił na tablicy, a naszym jednym zadaniem było to przepisać do zeszytu i umieć na następną lekcję, która według planu lekcji miała być we wtorek.
- Cześć. - powiedział siadając na krześle obok mnie i lekko się uśmiechając. 
- Cześć. - odpowiedziałam bez większego entuzjazmu. 
W połowie lekcji myślałam, że nie wytrzymam z nim. Co chwilę się o coś pytał, bo nie wiedział co i jak, od początku lekcji pisał z kimś na telefonie, a ten jego durnowaty dźwięk wiadomości, którego nie raczył wyciszyć, po prostu mnie denerwował, z resztą tak samo jak właściciel telefonu. Druga połowa lekcji zleciała, tak samo. W sumie to jeszcze gorzej. Miałam ochotę wstać, wziąć swoje rzeczy i pójść gdzieś z dala od niego. Znam go zaledwie dwa dni, a on już działa mi na nerwy. Moje rozmyślenia przerwał, na szczęście, dzwonek oznaczający koniec lekcji. Szybko wrzuciłam swoje rzeczy do torebki i zmierzałam ku wyjściu, jednak nie dane mi było wyjść, ponieważ ktoś złapał mnie za nadgarstek kiedy byłam u progu drzwi. Na moje wielkie szczęście - wyczuwacie ten sarkazm ? - był to Leon. Chłopak, którego szczerze nie lubię. 
- Idziesz dzisiaj na imprezę ? 
- Raczej tak. - odpowiedziałam mu niezbyt chętnie, ale z grzeczności pasowało by też zapytać jego. - A Ty ?
- Jak Ty to i ja. - uśmiechnął się szeroko.
To ma być podryw ? Czy co ? Niech sobie nie myśli, że mnie "zdobędzie". Nie pałam do niego sympatią, więc już jest na straconej pozycji. Może sobie pogrywać z jakimiś pustymi dziewczynami, a nie ze mną. Jeszcze chwila i zamiast mówić, że go nie lubię, będę mówić, że go nienawidzę. Uważaj Verdas, do tego jeszcze tylko malutki krok. Nie mając ochoty dalej być w jego obecności, wyrwałam mu swoją rękę, którą trzymał przez całą "rozmowę". Rzuciłam mu krótkie :
- Cześć.
I poszłam do szkolnej stołówki, gdzie byłam umówiona z Lu po lekcji. W połowie mojej drogi dogoniła mnie Francesca i razem ruszyłyśmy w stronę sali. Wchodząc do środka, lekko rozglądnęłam się po pomieszczeniu w poszukiwaniu mojej przyjaciółki. Próbowałam odszukać ją wzrokiem. Znalazłam. Siedziała z ... Leonem ? O co tu chodzi ? Sama mi na ostatniej przerwie mówiła, że czuje do niego to samo co ja. Więc, ponowie pytanie.
- O co tu chodzi ? - pytałam, podchodząc do stolika i zdobywając się na sztuczny uśmiech.
- O ! Viola, już jesteś. Czekałam na Ciebie. - zwróciła się do mnie. - Leon, widzisz, Viola już jest, będę lecieć. Cześć. -  powiedziała smutno i się do niego uśmiechnęła. Ktoś to jej nie zna pomyślałby, że już się z nim zaprzyjaźniła, ale nie ja. Ja ją znam na wylot. Udawała. Sztucznie się uśmiechnęła, i udawała, że jest jej smutno, że musi już iść.
- No, muszę przyznać. Wybrałaś idealny kierunek, Blondyneczko. - uśmiechnęłam się do niej szeroko.
- Dziękuje, Szatyneczko. - odwzajemniła mój uśmiech i równym krokiem szłyśmy do naszego ulubionego pomieszczenia. Mianowicie - łazienki. Tylko w tym miejscu w całej placówce jest ... normalnie. Mini świat dziewczyn w, którym czują się swobodnie. Dziewczyny uwielbiają spędzać tam swoje przerwy, przekazywać ploteczki, poprawiać makijaż. Violetta i Ludmiła siedziały tam do czasu kiedy zadzwonił dzwonek wzywający na lekcję. Posłusznie, choć niechętnie, skierowały się do klasy w której miały teraz razem godzinę. Siedząc już razem rozmawiały o tym co zawsze. Do klasy jak zwykle jeszcze wchodzili uczniowie, w tym Fran, a zaraz za nią Leon. Usiedli razem w ławce zaraz za nimi. Do klasy wszedł nauczyciel. Sprawdził obecność i przeszedł do tematu dzisiejszej lekcji.
Czas dłużył się wszystkim niemiłosiernie. Między innymi dlatego, że jest to ostatnia lekcja, a jak już wszystkim wiadomo wieczorem jest pierwsza impreza w tym roku szkolnym. Kiedy wreszcie zabrzmiał ten dźwięk na, który czekała cała klasa, wszyscy zerwali się ze swoich miejsc, wzięli swoje rzeczy i czym prędzej wyszli z sali. Do wymarzonego wieczoru zostało zaledwie pięć godzin. Ale dla dziewczyn to idealny czas na to by się przygotować. Cała czwórka, jednogłośnie wybrała, że mieszkanie w, którym będą się przygotowywać, będzie mieszkaniem Violetty i Ludmiły. Naty i Francesca zaraz po lekcjach pogoniły do swoich pokoi po "najważniejsze rzeczy do przygotowania się". Po niespełna 10 minutach już były wśród swoich przyjaciółek. Zaczęły się wielkie przygotowania. Jedna malowała drugą. Trzecia robiła fryzurę czwartej. Towarzyszyła im przy tym świetna zabawa.
Po dobry czterech godzinach roboty były gotowe. Violetta, włosy miała spięte w wysokiego koka i delikatny, lecz widoczny makijaż. Natalia, jej czarne włosy najpierw wyprostowała, by potem zrobić delikatne fale, dodające jej uroku, makijaż trochę mocniejszy, ale jej pasował idealnie. Francesca, włosy wyprostowała, a makijaż jaki miała sprawiał, że wyglądała po prostu nieziemsko.  Ludmiła swoje piękne, długie blond włosy wyprostowała, przez co wydawały się optycznie dłuższe, a jej lekki makijaż dodawał je promienności.. Wszystkie były piękne. O odpowiedniej godzinie razem wyszły z budynku i równym krokiem przemierzały ulice, które prowadziły właśnie do klubu w, którym miała się odbyć owa impreza. Kiedy do niego dotarły, śmiałym krokiem weszły do środka. Wzrok wszystkich mężczyzn, w tym też Leona i Maxi'ego, skierował się właśnie na te cztery dziewczyny. Niby zwykłe studentki, ale ich wygląd tego wieczoru nie jednego powaliłby na kolana.
Razem usiadły przy jednym ze stolików. Tłum mężczyzn wprost rzucił się na nie z jednym, dla dziewczyn zwykłym, jednak dla nich poważnym, krótkim i najbanalniejszym pytaniem w świecie:
- Zatańczysz ze mną ?
Po niecałych trzech godzinach wszystkie miały już trochę alkoholu we krwi, ale najmniej jednak miała Violetta. Kiedy jej przyjaciółki świetnie bawiły się na parkiecie, ona siedziała przy stole popijając jej, drugiego od początku imprezy, drinka. Tańczyła już z niejednym. I kolejni stali w kolejce po taniec z nią. Szatynka, pomimo tego, iż siedziała teraz na krześle, a nie szalała jak jej trzy ulubione rówieśniczki, również fantastycznie się bawiła. Czemu ? Ponieważ nie siedziała przy stoliku sama. Ona i jej nowy znajomy dopiero się poznawali, lecz trzeba być ślepym, aby nie dostrzec, że pomiędzy nimi już "coś" jest.
- Mam dość siedzenia. - palnęła nagle jego nowa przyjaciółka. - Chodź tańczyć !
Chłopak nie miał zamiaru stawiać się szatynce. Poznał ją zalewie dwie godziny temu, a już znał ją bardzo dobrze. Dziewczyna złapała go za nadgarstek i pociągnęła w stronę parkietu. Ich taniec nie mniej można było nazwać erotycznym. Ocierali się o siebie i sprawiało im to na prawdę wielką przyjemność. Violetta stała do niego tyłem i z wielkim zapałem ocierała się swoim atutem o jego. David'owi się to podobało. W pewnym momencie zaczął całować Castillo po szyi, a ta tylko cichutko pojękiwała. Odwróciła się do niego przodem i zaczęła namiętnie całować. Całowali się przez dłuższą chwilę, następnie usłyszeli jak z głośników została włączona wolna piosenka. Szatynka nawet nie zauważyła kiedy obok nich na parkiecie pojawił się Leon z dziewczyną ubraną jak dziwka. Cóż spódniczka mini, zakolanówki, czarny biustonosz zdobiony ćwiekami, mocny makijaż nie mówią o niej zbyt dobrze. Szatynka lekko się skrzywiła widząc jak szatyn zawzięcie całuje ją po szyi, biuście. To było dla niej trochę obrzydliwe. Delikatnie splotła rękę jej z ręką Davida i ruszyła przodem w stronę wyjścia. Usiedli na ławce przed wejściem do budynku. Nie odzywając się ani słowem zaczęli się powoli, ale namiętnie całować.
- Jesteś nieziemska. - usłyszała uwodzicielski ton jej nowego chłopaka. Nie odpowiedziała tylko wpiła się w jego usta. Nawet nie zwrócili na to uwagi gdy doszli do jego pokoju, w akademiku. Dziewczyna pchnęła go na łóżko. Usiadła na nim okrakiem i zaczęła całować.
- A jak Twój współlokator wróci ? - przerwałam.
- Mieszkam sam. - uśmiechnął się łobuzersko.
Powrócili do poprzedniej czynności. Z czasem ich zabawa zaczynała być coraz bardziej brutalna, i zarazem przyjemniejsza. Zaczęła się ich wspólna noc. Zmęczeni opadli na poduszki. Zasnęli w swoich objęciach.

*Następnego dnia*
Violetta obudziła się dość wcześnie. Na widok chłopaka leżącego tuż obok niej uśmiechnęła się. Powoli wstała z łóżka. Ubrała się, a na małej znalezionej na półce karteczce napisała:

"Dziękuję za wczoraj. 
Pokój 274.
               Violetta ;*"
Karteczkę położyła na stoliku obok łóżka. Spojrzała jeszcze raz na chłopaka i uśmiechnięta wyszła z jego pokoju. Delikatnie i cicho otworzyła drzwi. Wchodząc do środka zauważyła, że jej łóżko nie jest puste jakie być powinno, a że ktoś w nim śpi. Cicho, tak aby nikogo nie obudzić, podeszła do swojego łóżka. Spała w nim Francesca ! Nie zastanawiała się czemu tu jest tylko po prostu poszła wziąć prysznic. Wzięła czyste ciuchy i ruszyła w stronę łazienki. Po dość długim i orzeźwiającym prysznicu pomalowana, uczesana i ubrana wyszła z pomieszczenia. Wchodząc do pokoju w, którym dziewczyny śpią, zauważyła jej przyjaciółki narzekające na kac. Postanowiła to wykorzystać. W końcu była w niesamowitym humorze. 
- Hej dziewczyny ! - krzyknęła, z wielkim uśmiechem. 
- Nie tak głośno. - jęknęła Lu.
- A może powiesz nam gdzie byłaś w nocy ? - odezwała się tym razem Fran. Odpowiedziałam im ciszą.

~*~
No więc jest rozdział 4 ;)
I jeszcze jedna sprawa. Przez ostatnie kilka dni wyświetlenia znacznie spadły więc z tego powodu piszę wam taką informację. I mam do was prośbę, czy moglibyście polecać mojego bloga ? To pierwsza sprawa, a druga, dodałam ankietę i proszę was, abyście w niej zagłosowały bo to dla mnie ważne, chcę wiedzieć czy ktoś więcej niż 2 osoby czyta mojego bloga ;) 
Więc jeszcze raz zachęcam do komentowania.
Pozdro ^^
Suzy ♥ 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz